Czwarta liga, derby z Huraganem i porządne fundamenty. Co słychać w Dolcanie Ząbki?

2 października 2015. Dolcan Ząbki po raz pierwszy w historii rozgrywa domowy mecz przy sztucznym oświetleniu. Mecz kończy się remisem 1:1, a gospodarze pozostają na pozycji wicelidera pierwszej ligi. Inauguracja jupiterów ma być kolejnym – po budowie nowej trybuny – milowym krokiem dla klubu, który już od kilku sezonów nieprzerwanie gra na zapleczu ekstraklasy. Ambicja na coś więcej? Kto wie.

Dwa lata później, 30 września 2017. Piłkarze Dolcanu muszą w końcu wygrać, bo początek drugiego sezonu w rozgrywkach czwartej ligi nie był w ich wykonaniu najlepszy. Trzy punkty były w zasięgu już tydzień temu, ale wyjazdowy mecz z Mazurem Gostynin zakończył się porażką po bramce straconej w ostatnich minutach. Dziś do Ząbek przyjeżdża Huragan Wołomin. Rywal trudny, bo to spadkowicz z trzeciej ligi. Tej samej, w której grają Widzew czy rezerwy Legii.

Jak półtora roku po wycofaniu z rozgrywek pierwszej ligi w nowych realiach odnajduje się klub, który jeszcze do niedawna regularnie dostarczał piłkarzy wielu zespołom z ekstraklasy?

WCALE NIE UPADLIŚMY!

Sobota, 30 września 2017, godzina 13:00. Do gwizdka rozpoczynającego mecz z Huraganem równo godzina. Pani sprzedająca bilety otwiera okienko, ale przy kasie nie ma jeszcze ani żywej duszy. Po stadionie kręci się za to grupa najbardziej zagorzałych kibiców, którzy szykują flagi i transparenty. Oni na dzisiejszy mecz mobilizują się nadzwyczajnie. Po pierwsze – fani z Ząbek przyjaźnią się z tymi z Wołomina. Po drugie – mecz Dolcanu z Huraganem to derby. Obie miejscowości należą do jednego powiatu, dzieli je zaledwie dziesięć kilometrów.

Zanim na rozgrzewkę wyjdą piłkarze, na murawie pojawia się na chwilę Jerzy Szczęsny. W Ząbkach to prawdziwa legenda, postać związana z klubem od wielu, wielu lat. Był prezesem aż do końca czasów pierwszoligowych, kiedy w klubie było idealnie, a finansów czy terminowych wypłat mogli zazdrościć nawet w ekstraklasie.

Artur Murawski, zastępca burmistrza Miasta Ząbki: Delikatnie pukaliśmy do bram piłkarskiego raju, jakim jest ekstraklasa. Śmialiśmy się nawet, że grozi nam awans, bo poprzedni sezon skończyliśmy na trzecim miejscu. Jesień też mieliśmy udaną, bo byliśmy w górze tabeli. I nagle przyszła wiadomość, która dotknęła wszystkich bardzo mocno.

Na przełomie 2015 i 2016 roku zaczęły pojawiać się informacje o problemach finansowych działającej na rynku deweloperskim firmy Dolcan. To właśnie jej właściciel, Sławomir Doliński, przez ponad dwadzieścia lat zapewniał klubowi finansowy byt. Pogłoski szybko zaczęły się potwierdzać, a kłopoty siłą rzeczy dosięgnęły też drużynę piłkarską.

Murawski: Do przetrwania potrzebowaliśmy około trzech milionów złotych. Nie poddaliśmy się i udało nam się znaleźć inwestora. To był kapitał chiński, który działał już w piłce europejskiej, był właścicielem jednej z drużyn na drugim poziomie w Portugalii. Przedstawiciele przyjechali do Ząbek, spotykaliśmy się, rozmowy były bardzo entuzjastyczne. Ale gdy przychodziło do konkretów, przelewania wszystkiego na dokumenty, ten chiński zapał mocno stygł. Była wstrzemięźliwość, przeciąganie w czasie. Dziwna sytuacja. Później pomoc zaoferował właściciel jednej z drużyn z niższych klas rozgrywkowych. Był bardzo zainteresowany, mieliśmy podpisywać umowy i… nie przyjechał. To był bardzo trudny moment. Byli piłkarze, którzy mieli swoje rodziny, a nie dostawali pieniędzy. Z perspektywy czasu wygląda to tak, że ich zwodziliśmy, ale nie robiliśmy tego bezpodstawnie, bo rozmowy cały czas były prowadzone. Pod koniec lutego zaległości wobec piłkarzy wynosiły już trzy czy cztery miesiące. Chcieliśmy wydłużyć czas na znalezienie inwestora. Udało nam się zebrać wśród ząbkowskich przedsiębiorców grupę firm, która pomogłaby nam dotrwać do końca sezonu. Zaproponowaliśmy piłkarzom model finansowy polegający na tym, że zrzekną się połowy zaległości, a drugą połowę wypłacimy im jeśli utrzymają się w pierwszej lidze. Niestety nie spotkało się to z jednogłośną aprobatą ze strony szatni. To był bardzo trudny czas i nerwowe rozmowy. W pewnym momencie trzeba było podjąć męską, ale przykrą i na pewno racjonalną decyzję.

Czy nie było szans, by drużynę – przynajmniej tymczasowo – finansowało miasto, tak jak m.in. w Kielcach czy Chorzowie?

– Ząbki to miasto ponad trzydziestotysięczne. Nasz budżet wynosi nieznacznie ponad 100 milionów złotych, a budżety w pierwszej lidze kształtowały się wtedy na poziomie około 5 milionów rocznie. Nie było nas stać, żeby inwestować tak dużo w piłkę seniorską – wyjaśnia zastępca burmistrza.

Dolcan wycofał się z pierwszej ligi 26 lutego 2016 roku. Na piłkarskiej mapie Polski – jeśli chodzi o piłkę seniorską – był nieobecny przez niecałe cztery miesiące. 14 czerwca 2016 roku reaktywowana drużyna odbyła pierwszy trening. Wskrzeszenie zespołu to zasługa ludzi związanych z klubem od lat. Takich jak wspomniany Szczęsny, który nadal jest w zarządzie czy Dariusz Dudkiewicz, który w Dolcanie pracuje od 2002 roku. Najpierw był kierownikiem drużyny, później zarządzał klubową administracją, a w czasach gry na zapleczu ekstraklasy pełnił też funkcję rzecznika prasowego. Dzisiaj pracę w administracji ponownie łączy z rolą kierownika drużyny.

Dariusz Dudkiewicz: Nie patrzyłem na to jako zakończenie jakiejś historii, tylko koniec drobnego etapu. Cała moja praca tutaj to przede wszystkim budowa podstaw i struktur. Kiedy zespół został wycofany natychmiast przedstawiłem całą strukturę MKS-u (grupy młodzieżowe funkcjonowały jako odrębny podmiot, niezależny od firmy Dolcan – przyp. aut.). Po kolei: wszystkie roczniki, trenerzy. Pokazałem, że my wcale nie upadliśmy. Wycofujemy jeden zespół, ale mamy solidne podstawy ku temu, żeby przyszłość należała do nas.

Murawski: Dudkiewicz i Szczęsny to nasze miejscowe legendy. Mam 36 lat, jako dziecko trenowałem trochę w juniorach. Jerzy Szczęsny był już w klubie, pamiętam doskonale.

W ten sposób Dolcan rozpoczął sezon 2016/17. Czwarta liga mazowiecka, grupa północna. Roczny budżet – około pół miliona złotych. Połowę tej kwoty zapewnia urząd miasta, drugą połowę – lokalni przedsiębiorcy, którzy w nowych realiach uaktywnili się i na miarę możliwości coraz chętniej wspierają klub.

Murawski: Wcześniej drużynę samodzielnie finansowała firma Dolcan. U przedsiębiorców nie wytworzył się taki lokalny patriotyzm, bo po prostu nie było takiej potrzeby. Gdy obserwujemy ścianki reklamowe klubów z pierwszej czy drugiej ligi, sponsorów jest tam wielu. U nas był tylko Dolcan i Miasto Ząbki. Musieliśmy, i cały czas musimy, docierać do naszych przedsiębiorców. W tym momencie chciałbym powiedzieć na temat tych ludzi dużo ciepłych słów, bo dzięki nim mamy bardzo stabilną sytuację finansową jak na ten poziom ligowy. Ponadto szukamy dużego sponsora strategicznego, który być może pomógłby nam wspiąć się na wyższy poziom.

Pierwszy sezon nie był dla Dolcanu udany. Drużyna do końca walczyła o utrzymanie.

źródło: 90minut.pl

Jeśli ktoś ma wątpliwości, warto uściślić: firma Dolcan nie jest już w żaden sposób związana z klubem. W takim razie dlaczego zespół wciąż występuje pod nazwą dewelopera?

Murawski: Kiedy uzyskaliśmy zgody na reaktywację tej drużyny od czwartej ligi otrzymaliśmy zastrzeżenie, że nazwa Dolcan musi pozostać niezmieniona przynajmniej w pierwszym sezonie, bo to klub pod tą nazwą reprezentował mazowiecką piłkę nożną w rozgrywkach krajowych. Z informacji, które posiadam, klub ma pełną zgodę ze spółki Dolcan do używania tej nazwy. To ważne pytanie, bo wśród niektórych mieszkańców naszego miasta nazwa budzi wątpliwości. W mojej ocenie osoby, które są bliżej klubu – kibice, zawodnicy, trenerzy, rodzice – utożsamiają się z nią, bo jest rozpoznawalna na sportowej mapie Polski. Aczkolwiek docierają do nas głosy, że jest grupa osób, którym nazwa przeszkadza, bo kojarzy się z porażką gospodarczą firmy Dolcan. W połowie października na łamach rady miasta odbędzie się spotkanie z każdą ze stron i poszukamy rozwiązania, które zadowoli wszystkich.

TRZECH MUSZKIETERÓW

W wyjściowym składzie na mecz z Huraganem jest tylko jeden zawodnik, który barw Dolcanu bronił w pierwszej lidze. To Marcin Stańczyk, wychowanek. Dzisiaj 34-latek. Na zapleczu ekstraklasy zagrał 74 razy. W sezonie 2016/17 to właśnie on był ostoją drużyny. Nie tylko pod względem doświadczenia, ale też jakości gry, o czym świadczy 14 strzelonych goli.

W kadrze Dolcanu znajduje się łącznie trzech graczy pamiętających pierwszoligowe czasy z boiska. Drugi to Dariusz Dadacz, też wychowanek. Z Dolcanem związany od 1997 roku. W Ząbkach przeszedł drogę od niższych lig na drugi poziom rozgrywkowy. Trzecim z nich jest Łukasz Zaniewski. Jego przygoda z pierwszoligowym Dolcanem była najkrótsza – w rundzie wiosennej sezonu 2011/12 zagrał w pięciu meczach u trenera Roberta Podolińskiego.

Dariusz Dadacz: Z racji wieku (34 lata – przyp. aut.) i tego, że moja rodzina ostatnio dość szybko się rozbudowała, po awansie do trzeciej ligi z Huraganem Wołomin zdałem sobie sprawę, że wyjazdy w trzeciej lidze będą dosyć dalekie. Praca, treningi, dalekie wyjazdy… Zastanowiłem się nad tym z żoną, padła propozycja z Dolcanu i bardzo chętnie wróciłem. Mieszkam niedaleko, znam kibiców, działaczy. Poza tym w pierwszej lidze nie miałem jeszcze okazji zagrać przy nowej trybunie.

Zaniewski mecz z Huraganem rozpocznie na ławce. Dadacz będzie tylko na trybunach, bo pauzuje za kartki. Jeśli chodzi o upomnienia to zdecydowany numer jeden w ekipie z Ząbek. Poprzedni sezon zakończył z bilansem 13 żółtych i 4 czerwonych kartek.

Dadacz: Nie ukrywam, że nie jestem wirtuozem. W pierwszej lidze grałem nie dlatego, że jestem super piłkarzem. Po prostu zasłużyłem swoją ambicją i zaangażowaniem od czwartej ligi. Nie ukrywam, że lubię ligę w której się walczy. Odnajduję się tutaj. A kartki? To bardziej spowodowane niemocą, frustracją. Sporo ich było za dyskusje z sędziami.

Reszta drużyny to w większości młodzi piłkarze związani w przeszłości z klubami z niższych lig na Mazowszu.

JAŚNIEJ NIŻ NA LEGII

O infrastrukturę na obiektach Dolcanu od zawsze dba miasto. Jeśli ktoś stwierdzi, że klubowa baza jest teraz lepsza niż w pierwszoligowych czasach, nie skłamie. Budowa nowej trybuny i oświetlenia była tylko początkiem zmian. Kiedy na głównej płycie boiska trwa przedmeczowa rozgrzewka, na bocznym boisku juniorzy grają z SEMP-em Warszawa. Warto dodać: na nowym bocznym boisku wyposażonym w automatyczny system podlewania, co na sztucznych murawach jest jeszcze rzadkością.

Dudkiewicz: – W klubie, razem z seniorami, trenuje łącznie 577 zawodników. To więcej niż w dawnych latach. Od października ruszamy też z nowym projektem – Akademią Piłka-Żaka Przedszkolaka. Na tym etapie nie dziękujemy nikomu, bo każdy zawodnik jest dla nas skarbem.

Murawski: Paradoksalnie to, że Dolcan spadł niżej to duża szansa dla naszej młodzieży. Jest jej bardzo dużo i mamy zdolne roczniki, które będą wchodziły do piłki seniorskiej.

Dudkiewicz: Bez seniorów klub to nie jest klub. Wszyscy najmłodsi piłkarze muszą mieć światełko w tunelu, czyli pierwszy zespół. Chcą grać w piłkę, starają się, żeby też zostać zawodnikiem pierwszego zespołu. O to chodzi.

Murawski: Ząbki mają największy przyrost naturalny w Polsce. Z trzech stron graniczymy z Warszawą, mamy dużo mniejsze ceny niż w Warszawie. Przybywa młodych osób z całej Polski. Potrzebujemy miejsc, gdzie ci ludzie będą mogli się spotykać, integrować z miastem. A gdzie mają się spotykać młodzi rodzice, jeśli nie na treningach dzieci?

Co ciekawe, a dotyczące infrastruktury, stadion Dolcanu zmienił niedawno… nazwę. Teraz to już nie Dolcan Arena – mimo, że taka nazwa widnieje jeszcze na szczycie trybuny. Prawa do nazwy obiektu za 80 tysięcy złotych rocznie wykupiła indyjska firma Nisha Sports. Teraz stadion przy ulicy Słowackiego to Nisha Arena.

Murawski: Infrastrukturę mamy spokojnie na pierwszą ligę. Nie chcę się przechwalać, ale z pomiarów wynika, że natężenie oświetlenia mamy delikatnie lepsze niż na stadionie Legii.

Z obiektu korzysta nie tylko Dolcan. W Ząbkach regularnie odbywają się mecze trzeciej ligi, których gospodarzem jest drużyna rezerw Legii. W połowie sierpnia to właśnie tutaj – w meczu z Sokołem Ostróda – swojego pierwszego gola na polskich boiskach zdobył sprowadzony do warszawskiego zespołu Hildeberto. W poprzednim sezonie Ząbki były gospodarzem meczów Legii w rozgrywkach UEFA Youth League, a po murawie biegały młodzieżowe drużyny Borussii Dortmund czy Realu Madryt. Z ławki trenerskiej, na której zasiądzie dziś trener Huraganu Wołomin, swoimi zawodnikami dowodził były gracz „Królewskich”, a obecnie trener młodzieżówki, Guti.

W PIERWSZEJ LIDZE TAKICH MECZÓW NIE BYŁO

Godzina 14.00, pora zaczynać. Godnym odnotowania jest fakt, że na boisku pojawi się dzisiaj jeden zawodnik, który wystąpił dwa lata temu w meczu inaugurującym sztuczne oświetlenie. To Piotr Petasz. Po wycofaniu z Dolcanu pograł chwilę w Polonii Warszawa, z którą awansował do drugiej ligi, a latem tego roku został zgłoszony do rozgrywek w Wołominie.

Co ciekawe między Dolcanem, a Huraganem jest sporo personalnych powiązań. Najbardziej doświadczeni piłkarze gospodarzy – Stańczyk i Dadacz – poprzednio występowali właśnie w Wołominie. Z kolei trener Huraganu, Maciej Demich, grał w Ząbkach w pierwszej lidze, a od razu po reaktywacji został jego trenerem. Na boisku w barwach gości pojawią się też Rafał Wielądek i Marcin Figiel. Pierwszy to w zasadzie jedyny wychowanek Dolcanu, który przebił się do pierwszego zespołu w czasie, kiedy ten występował w pierwszej lidze. Drugi grał w Ząbkach przez pół roku jesienią 2013.

Teraz trenerem ekipy z Ząbek jest Michał Pulkowski. Kibice śledzący rozgrywki ekstraklasy mogą kojarzyć go z występów w Ruchu Chorzów. Później pracował w Dolcanie jako asystent Roberta Podolińskiego. Na początku września tego roku objął funkcję pierwszego trenera.

Rozpoczęcie meczu. Ono w Ząbkach nie zmienia się od lat. Kiedy obie jedenastki wychodzą na boisko, z głośników rozbrzmiewa klubowy hymn.

Na trybunach około 200 osób. Ostatnimi czasy to stała frekwencja. Trudno się dziwić – piąty poziom rozgrywkowy nie przyciągnie na stadion kanapowego kibica. Rekord frekwencji sprzed dwóch lat z meczu z Chrobrym Głogów (1350 osób) nie zostanie prędko pobity. Najbardziej zagorzali kibice zajmują teraz miejsca po przeciwległej stronie stadionu, na stalowej trybunie, pamiętającej zamierzchłe czasy. W pierwszej lidze, po oddaniu trybuny głównej, była wyłączona z użytku. Dzisiaj dopingują wspólnie ze swoimi przyjaciółmi z Wołomina. Są flagi, będzie też oprawa. To właśnie dzisiaj świętują 90-lecie klubu, które przypada na 2017 rok.

W klubie zgadzają się, że meczów z tyloma podtekstami co dzisiejszy nie było nawet w pierwszoligowych czasach. Nic dziwnego. Kiedy do Ząbek przyjeżdżały Chojniczanka, Bytovia czy Olimpia Grudziądz, z kibicowskiego punktu widzenia nie było to elektryzujące wydarzenie.

Dadacz: Fajne były mecze z Widzewem Łódź. Kiedyś graliśmy z nimi jako gospodarz w Nowym Dworze Mazowieckim (jesień 2008, pierwszy sezon po awansie do pierwszej ligi – przyp. aut.) i przyjechało 800 kibiców. Zajęli przeciwną trybunę i jak ryknęli, to szacuneczek. Z lokalnych drużyn były Wisła Płock czy Znicz Pruszków, ale nie wiązały się z tym żadne większe emocje.

Murawski: Wspólnie z Wołominem tworzymy jeden powiat, współpracujemy w wielu obszarach. Nie wiem, ile lat temu były ostatnie derby. Na pewno ponad dziesięć, bo cały czas różniliśmy się poziomami rozgrywkowymi. I dziś wcale nie jesteśmy faworytem. To Huragan ma mocniejszą drużynę, zgraną, spadli z trzeciej ligi. My cały czas jesteśmy młodym zespołem, który próbuje osiągnąć coś więcej.

W czasie meczu kibice prezentują oprawę. Są transparenty, jest sektorówka z wszystkimi nazwami, jakich w 90-letniej historii używał klub. Nie brakuje też pirotechniki. Jak na obecne realia – całkiem efektownie. Wrażenia wizualne byłyby pewnie dużo lepsze w wieczornej scenerii, ale przy sztucznym oświetleniu Dolcan gra sporadycznie. Powód? Koszty. Jeden mecz przy jupiterach to wydatek siedmiu tysięcy złotych.

PAPIEROS ZA PAPIEROSEM

– Ale poziom… – kręci głową jeden z miejscowych kibiców, kiedy sędzia kończy pierwszą połowę. Nic dziwnego, czwartoligowy futbol do najprzyjemniejszych dla oka nie należy. A przynajmniej nie przez ostatnie czterdzieści pięć minut. Mecz rozkręca się dopiero po przerwie. W 54. minucie prowadzenie daje Dolcanowi Piotr Augustyniak, w przeszłości kapitan zespołu Młodej Ekstraklasy Legii Warszawa. W 2010 roku mógł przejść z Łazienkowskiej do Ząbek. Trenował nawet z drużyną prowadzoną przez Dariusza Kubickiego i miał zostać wypożyczony, ale w klubowej hierarchii byłby dopiero czwartym lub piątym środkowym obrońcą. Kiedy dowiedział się o tym zarządzający wówczas pionem sportowym w Legii Marek Jóźwiak, odradził zawodnikowi przenosiny. Po siedmiu latach Augustyniak trafił do Ząbek ponownie. Dzisiaj ma 28 lat i jak większość kolegów z drużyny łączy treningi z pracą. Jest nauczycielem wychowania fizycznego w jednej ze szkół podstawowych w Ząbkach.

Worek z bramkami rozwiązuje się. 2:0, 3:0. Dolcan wreszcie wygrywa.

Dudkiewicz: Dawno się tak nie denerwowałem. Jakbyś podłączył mnie do EKG, tętno 230. Paliłem papierosa za papierosem, żułem gumę. Nawet zawodnikom na ławce mówiłem: panowie, nie wiem co się ze mną dzieje. Nie przypominam sobie, żebym tak reagował.

Zwycięstwo z Huraganem smakuje podwójnie. Po pierwsze – ze względu na derby. Po drugie – może dzięki niemu zespół złapie wiatr w żagle. Sytuacja w tabeli jest już odrobinę lepsza, ale czwartą ligę na Mazowszu czeka reorganizacja – dwie grupy zostaną połączone w jedną. Żeby utrzymać się na tym poziomie, trzeba być w pierwszej szóstce.

źródło: 90minut.pl

OD RANA DO WIECZORA

Na korytarzu, który piłkarze pokonują idąc z szatni na murawę wiszą oprawione zdjęcia. Na jednym – drużyna z trenerem Podolińskim, na innych – fotografie z pierwszoligowych meczów. Jest zdjęcie Rafała Leszczyńskiego, który w 2013 roku właśnie jako gracz Dolcanu otrzymał sensacyjne powołanie do reprezentacji i pojechał na jedno z pierwszych zgrupowań za kadencji Adama Nawałki. Leszczyński to jedyny piłkarz w historii Dolcanu, który pojechał na kadrę jako gracz ząbkowskiego klubu. Dzień przed meczem z Huraganem powołanie otrzymał Damian Kądzior z Górnika Zabrze. On też grał w Ząbkach. Mało tego – strzelił ostatniego pierwszoligowego gola dla Dolcanu w przegranym 3:4 meczu z Miedzią Legnica.

Dudkiewicz: Jak zobaczyłem powołanie dla Kądziora od razu pomyślałem, że to właściwy wybór. Widać było, że ma bardzo duży potencjał, który poparł ciężką pracą. Myślę, że to może być odkrycie kadry, o ile dostanie szansę.

Dla Dudkiewicza koniec meczu to wcale nie koniec pracy. Krząta się jeszcze po stadionie, załatwia formalności z sędziami. Podobnie jak prezes Szczęsny jest w klubie codziennie.

– Mój typowy dzień pracy zaczyna się o 8, a kończy o 21. Wychodzę jako jeden z ostatnich, po zajęciach pierwszego zespołu. Zajmuję się pełną logistyką i administracją klubu. To bardzo czasochłonne. Pracuję siedem dni w tygodniu. Żona i dzieci troszeczkę narzekają, ale powiedziałem im, że nieważne są pieniądze tylko cele, które chcemy osiągnąć. Mimo 55 lat ja nadal się rozwijam.

*

Dudkiewicz: Jeżeli ktokolwiek pyta mnie, kiedy awansujemy mówię, że pierwsza liga nie jest celem samym w sobie. Wiadomo, że to odległy temat. Najważniejsze, żeby zbudować solidne struktury, które z automatu pchną nas do góry.

Murawski: Co najważniejsze, mamy porządne fundamenty finansowe i organizacyjne. Robimy głęboki oddech i wracamy!

Zespół Dolcanu świętuje w szatni zwycięstwo z Huraganem. Pierwszy z lewej prezes Jerzy Szczęsny.
fot. Dariusz Dudkiewicz

MATEUSZ SOKOŁOWSKI
Obserwuj autora na Twitterze: @mateosokolowski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s