Grzegorz Tomasiewicz: – Dużo słabsi ode mnie debiutowali w Legii

grzesiek-tomasiewicz

Do Legii przychodził jako jeden z największych talentów w kraju – kapitan kadry Śląska; miał oferty z włoskiej Sampdorii czy angielskiego Nottingham. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna i pobyt w Legii zakończył bez debiutu w pierwszej drużynie. W rozmowie z Gramy bez bramkarza Grzegorz Tomasiewicz próbuje znaleźć przyczyny niepowodzenia w Warszawie, wspomina kapitalną atmosferę w szatni Arki Gdynia oraz opowiada o byciu „synkiem” Grzegorza Nicińskiego.

Na początek pytanie od naszego stałego czytelnika, Damiana Świerblewskiego. Podobno byłeś „synkiem” trenera Nicińskiego, pomimo, że za wiele w Arce nie pograłeś?

Nie wiem skąd Damian ma takie informacje, przypuszczam, że chyba Cię lekko wypuścił (śmiech). Może na początku trener Niciński darzył mnie trochę większą sympatią, ale z tygodnia na tydzień była ona mniejsza. Prawda jest taka, że strasznie mało grałem w Arce. Nie powąchałem murawy nawet po awansie, kiedy zostały do rozegrania jeszcze cztery kolejki.

Od kilku lat mówi się o Tobie w kontekście ogromnego potencjału, a jednak ta kariera nie przebiega tak płynnie.

Zgadza się. Nie toczy się to wszystko tak, jak przewidywałem. Miałem duże oczekiwania związane z Legią Warszawa. Byłem jednym z najlepszych, zarówno w drużynach juniorskich, jak i w rezerwach, a w zamian dostawałem tylko sporadyczne szanse treningu z pierwszą drużyną. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dużo słabsi zawodnicy ode mnie dostawali możliwość debiutu w pierwszym zespole, co wywoływało u mnie duży żal i zniechęcenie. Byłem raz na ławce rezerwowych w Superpucharze u trenera Berga, ale w nim nie zagrałem. Nawet młodszy ode mnie Mateusz Hołownia wszedł na 10 minut. Na mnie Berg nawet nie spojrzał. Nie mam naturalnie pretensji do Legii, bo bardzo wiele się w niej nauczyłem, ale nie ukrywam, że inaczej sobie wyobrażałem swoją przyszłość w drużynie „Wojskowych”. Analizując swoją pozycję w klubowej hierarchii oraz brak szans debiutu w seniorskim zespole, podjąłem decyzję o odejściu. Jestem jeszcze młodym zawodnikiem, cały czas mam status młodzieżowca, różnie się ta kariera może jeszcze potoczyć.

Nie uważasz, że przyczyną tego, że nie zrobiłeś w Legii kariery, mogą być Twoje warunki fizyczne? Tego zdania jest choćby trener Dariusz Banasik.

Zdaję sobie sprawę, jaki profil piłkarza jest w Polsce najbardziej pożądany. Na pewno w niektórych aspektach piłkarskiego rzemiosła przydałoby się kilka centymetrów więcej. Wychodzę jednak z założenia, że najlepszym rozwiązaniem jest przekuwanie wad w zalety. Jestem najczęściej dużo niższy od rywali, ale dzięki temu jestem sprytniejszy, zwinniejszy i często szybszy. Nie wiem co prawda, jak do tego tematu podchodził ówczesny sztab szkoleniowy Legii, natomiast ja sam nie upatruję w tym przyczyny niepowodzenia podczas warszawskiej przygody. Obiektywnie patrząc, bardzo dużo dzieliło mnie od bycia pełnoprawnym członkiem pierwszego zespołu Legii.

Nie udało Ci się w Warszawie przebić, ale miałeś możliwość obcowania z bardzo doświadczonymi zawodnikami.

Szatnia przyjęła nas młodych bardzo dobrze. Nie było żadnych barier. Największe wsparcie otrzymałem od Miro Radovicia, to był mój taki „tata”. Wziął mnie pod swoje skrzydła, dużo ze mną żartował. Mieliśmy wcześniej kontakt, przy okazji nagrywania jednego z odcinków Akademii Techniki i już wtedy przepowiadał, że zobaczymy się w pierwszej drużynie. Ale nie było też tak, że trzymałem się tylko z Rado, bo miałem bardzo dobry kontakt z Lado Dwaliszwilim, Ivo Vrdoljakiem i wieloma innymi zawodnikami.

Chrzest był?

Na szczęście nie! Zdaję sobie sprawę, że opowieści o chrztach są często najciekawszymi wątkami rozmowy, ale wydaje mi się, że już odchodzi się od tego zwyczaju. Słyszałem, że jeszcze w niektórych zespołach istnieją chrzty, ale akurat w Legii młodzi mieli bardzo dobrze (śmiech).

Przed przyjściem do Legii, miałeś również propozycje z klubów zagranicznych.

Będąc zawodnikiem akademii Ruchu Chorzów miałem oferty z Nottingham Forest, Bologny oraz Sampdorii. Zdecydowałem się jednak na Legię, ponieważ uważałem, że lepiej będzie najpierw pograć w Polsce, ugruntować pozycję, a dopiero ewentualnie później ruszyć w świat.

Z perspektywy czasu nie uważasz, że był to błąd?

Na pewno Anglia, biorąc pod uwagę moje warunki fizyczne nie była najlepszym rozwiązaniem. Co do Włoch… Ciężko mówić, co by było, gdyby. Może zrobiłbym karierę, a może właśnie teraz wracałbym z podkulonym ogonem do Polski.

Nawet jakbyś wracał, to na zupełnie innych warunkach niż obecne.

Masz rację, ale szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego tak jest. Nie wychodzi ci za granicą, wracasz do kraju i jesteś traktowany na lepszych warunkach, niż inni. Nie wiem, dlaczego tak jest.

Wiadomo, że czasami myślę, jak by się to wszystko potoczyło, gdybym zdecydował się na wyjazd. Nie mam na to jednak teraz wpływu i staram się zbytnio nie zaprzątać tym sobie głowy.

Nie mając szans na grę w Legii, przeniosłeś się do Arki Gdynia.

Wybrałem Arkę, ponieważ liczyłem, że w Gdyni będą na mnie stawiali i dostanę możliwość grania w dużym wymiarze czasowym. Do Gdyni trafiłem w marcu, przed startem rundy wiosennej. Plany był taki, że pierwsza runda poświęcona zostanie na aklimatyzację, grałem sporo w rezerwach. Wierzyłem, że od nowego sezonu zacznę regularnie grać w I lidze. Przeszedł nowy sezon i…

I zacząłeś grać.

Niby zacząłem, ale byłem praktycznie cały czas pomijany przez trenera Nicińskiego. Nie czułem zaufania szkoleniowca wobec mojej osoby. Podam Ci przykłady – w meczu z Wisłą Płock zrobiłem asystę i karnego, za tydzień ławka, w następnych meczach wchodziłem na zmiany, wszyscy mnie chwalili, dalej ława, gramy w Chojnicach, wygrywamy po mojej bramce, za tydzień w ogóle nie gram. Może o to chodziło Damianowi Świerblewskiemu, takim „synkiem” byłem. Nie rozumiałem postępowania trenera Nicińskiego, ale nic na to nie mogłem poradzić. Każdy podejmuje decyzje, które w jego mniemaniu są słuszne. Mnie to nie załamało, jestem teraz w Siedlcach, gram i to jest dla mnie najważniejsze. Wyniki obroniły trenera, zrobiliśmy awans i to jest najważniejsze. Zdaję sobie również sprawę z kim przyszło mi w Arce rywalizować. Po nieudanej przygodzie z Legią oraz poważnych problemach zdrowotnych do Gdyni wrócił Mateusz Szwoch. Trzeba przyznać grał w tamtym czasie wyśmienicie, walnie przyczynił się do awansu. Starałem się jak najwięcej od niego podpatrzeć, jak operuje piłką zarówno na treningach, jak i w meczach i uważam, że jest to duży pozytyw mojego pobytu Arce. Mam jednak trochę żalu, że nawet kiedy kwestia awansu była już jasna, ja nadal nie podnosiłem się z ławki. Uważam, że był to odpowiedni moment, żeby ogrywać młodszych zawodników, a nie wpuszczać na boisko trzydziestolatków.

Jaką szatnię miała wtedy Arka?

Muszę przyznać, że tworzyliśmy fantastyczną szatnię. Połączenie młodości z doświadczeniem. Szatnię „trzymali” w głównej mierze Paweł Abbot, Michał Nalepa i Antek Łukasiewicz. Michał był jednym z młodszych zawodników, ale jest wychowankiem Arki i bardzo się z tym klubem utożsamia. Teraz, po kontuzji, ma spore problemy z graniem, ale jest to naprawdę bardzo dobry zawodnik i uważam, że prędzej, czy później wywalczy sobie miejsce w składzie.

Ja trzymałem się głównie z Mirkiem Bożokiem, Konradem Jałochą i Pawłem Abbotem. Ta wspaniała atmosfera bardzo pomogła nam w wywalczeniu awansu. Każdy walczył za każdego, nie było odpuszczania, zresztą obserwując dzisiaj Arkę widzę, że wiele w tej kwestii nie uległo zmianie.

Po awansie zdawałeś sobie sprawę, że nadszedł czas na zmianę otoczenia?

Tak, wiedziałem, że szanse na grę w ekstraklasie będą bardzo małe. Nie ma co się oszukiwać, nie miałem dużo ofert, ponieważ bardzo mało grałem. Głównie występowałem w rezerwach, ale kto ogląda mecze rezerw? Kontaktowała się ze mną Stal Mielec. Dzwonił również trener Banasik, jeszcze kiedy pracował w Zniczu Pruszków. Po przejściu trenera do Siedlec i po ponowieniu oferty z jego strony, byłem pewny że chcę tu przyjść. Bardzo miło wspominałem współpracę z trenerem za czasów Legii Warszawa i jak się okazało, w Pogoni również zrobił kawał dobrej roboty. Teraz przyszedł trener Broniszewski i mam nadzieję, że nasza współpraca będzie się układała równie dobrze.

Kilka dni temu przyznano Ci tytuł najlepszego młodego piłkarza I ligi, czym przypomniałeś o sobie środowisku piłkarskiemu.

Mam za sobą udaną rundę w Pogoni Siedlce, zarówno indywidualnie, jak i zespołowo. Jesteśmy na 4. miejscu, a należy pamiętać, że przed ostatnim mecze mieliśmy szansę przezimować na podium. Do końca sezonu jestem wypożyczony do Siedlec, latem również kończy mi się kontrakt z Arką. Mam świadomość, że żyjemy jednak w Polsce i nie zawsze wszystko jest takie proste, jak się wydaje. Podchodzę jednak do tego tematu ze spokojem, skupiam się na dobrym przygotowaniu do piłkarskiej wiosny. O przyszłości będę myślał latem, po wypełnieniu kontraktu z klubem z Gdyni.

Rozmawiał Tomasz Obrępalski

Fot. Maciej Sztajnert/sportsiedlce.pl

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s