Paweł Kozub: – Zrobiono ze mnie niesamowitego gościa. Pisali, że w kolejce stoi Barcelona!

kozubpawelglowne

fot. Ogniwo Piwniczna/Facebook

Kiedy jako 17-latek trafiał z Nowego Sącza do Legii, wierzono, że szybko pójdzie w ślady Dawida Janczyka i Macieja Korzyma. Menedżerowie promowali go na tyle intensywnie, że nastolatek, który dopiero co grał w A-klasie, zaczął być przymierzany do… Barcelony. Furorę robił też w polskiej edycji gry Football Manager z 2008 roku, w której był wonderkidem wśród młodych talentów z Polski. O początkach w Legii, mikrocyklach treningowych w Pelikanie Łowicz i… pobycie w izraelskim areszcie. Przeczytajcie rozmowę z Pawłem Kozubem!

Grałeś kiedyś w Football Managera?

Nigdy. Moja przygoda z grami zakończyła się na Wolfenstein, strzelance.

Domyślasz się, dlaczego pytam?

Myślę, że tak. Nie miałem okazji sobą grać, ale było wiele momentów, w których ktoś o tym wspominał, nawet w szatni. Z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że było to spowodowane bardzo dobrą promocją mojej osoby.

Twoim najwyższym atrybutem w grze były rzuty wolne, 17 na 20 możliwych punktów. Zgodnie z rzeczywistością?

Ćwiczyłem je później, kiedy grałem już w niższych ligach. Na tamtą chwilę zdecydowanie nie.

Drugim najwyższym – gra z pierwszej piłki, 16 na 20.

To już prędzej. Byłem szybki, odgrywałem, wychodziłem na pozycję, szukałem sobie miejsca, więc pewnie nie była najgorsza.

cmrevcom1

cmrevcom

(screeny z forum cmrev.com)

Jak doszło do tego, że trafiłeś do Legii? Znałeś się wcześniej z Janczykiem i Korzymem?

Absolutnie nie. U mnie wszystko wydarzyło się w ciągu dwóch, trzech miesięcy. Grałem w A-klasie w Przełęczy Tylicz. Walczyliśmy o awans do okręgówki i był okres, kiedy w czterech czy pięciu meczach zdobyłem bardzo dużo bramek. W jednym ze spotkań w ciągu dwudziestu minut strzeliłem hat-tricka. Wtedy w regionalnej gazecie ukazał się miły artykuł na mój temat. Zbiegło się to z czasem, kiedy kończyłem gimnazjum w Tyliczu i szedłem do liceum. Dobrze się uczyłem, więc chciałem pójść do Nowego Sącza, zamieszkać w internacie i spróbować treningów w juniorach Sandecji, żeby dzięki temu ktoś mnie zauważył. Wtedy zainteresował się mną menedżer Dawida i Maćka. Podał mi rękę i zadał pytanie, które pamiętam do dziś: – Czy pojedziesz ze mną do Arsenalu? I pojechałem, ale do Stoke City. Byłem tam przez dwa tygodnie. Wracając do tamtych chwil zastanawiam się, czy była szansa, żeby tam zakotwiczyć. Byłem wtedy bardzo mocno promowany, a w gazetach ukazywały się niesamowite rzeczy. Pisali, że w kolejce po mnie stoją Barcelona i Valencia. Mama wycinała te artykuły, ma je do dziś. A ja marzyłem wtedy o tym, żeby zadomowić – nie pokazać, ale po prostu się zadomowić – w juniorach Sandecji! Było Stoke, później Legia, jeszcze za czasów trenera Wdowczyka, w której trenowałem przez dwa tygodnie i zagrałem w meczu Pucharu Ekstraklasy. Był Wojtek Szala, Marcin Burkhardt, Łukasz Surma, Fabiański w bramce. Niesamowity zespół. Pół roku później powstała Młoda Ekstraklasa, do której trafiłem.

Oferta z Barcelony jednak nie przyszła?

Oczywiście, że nie. To był tylko wybieg marketingowy.

I wszystko dzięki bramkom, które zdobywałeś w… A-klasie?

Myślę, że tak. No, bo dzięki czemu innemu?

pawelkozub-5

Potem miały być jeszcze testy w Olympique Marsylia. Poleciałeś tam w końcu?

Nie, nie. Mój PR był wtedy niesamowity. Nie wiem, czy warto o tym wspominać. Zrobiono ze mnie naprawdę niesamowitego gościa. Wtedy, będąc w Tyliczu, nie miałem prawa myśleć, że kiedykolwiek powącham prawdziwej murawy, klubu ekstraklasy, jakiejkolwiek kadry Polski, a co dopiero, że będę miał okazję wyjechać zagranicę. Nie miałem prawa! Wszystkie artykuły i cała promocja były efektem pracy osób, które mają do dyspozycji odpowiednie narzędzia, kontakty. Dopiero z perspektywy czasu zacząłem zdawać sobie sprawę, jak to wygląda. Byłem wtedy podekscytowany, ale prawdziwa ekscytacja przyszła dopiero, jak przyjechałem do Legii. Poczucie, że jestem w miejscu, w którym muszę się sprawdzić.

W 2006 roku, jako 17-latek, zaliczyłeś swoje pierwsze dwa tygodnie w Legii, zakończone występem w Pucharze Ekstraklasy z Wisłą Płock.

Pamiętam przede wszystkim niesamowitą szatnię. Treningi z Rogerem, strzelanie Fabiańskiemu. Koszulkę z moim nazwiskiem, która przed meczem wisiała w szatni. I jeszcze numer 23, jak Beckham czy Michael Jordan. Zobaczyłem wielką piłkę. Ogromna ekscytacja i jednocześnie duże nerwy.

Czułeś, że oczekują od ciebie, żebyś odpalił jak chwilę wcześniej Janczyk i Korzym?

W Legii liczono na mój szybki strzał. Dawid czy Maciek to były właśnie szybkie strzały, które od razu, w wieku 16 lat, były gotowe do gry. Ja byłem trzecim muszkieterem, który też musiał odpalić. Ale byłem trochę inny niż oni. Nie taki bezpardonowy, mniej śmiały. Dawid czuł się w stosunku do mnie opiekunem, po treningach często spędzaliśmy razem czas. To był dla niego fajny okres, jeszcze zanim nadeszły czasy, kiedy zarabiał większe pieniądze. Dopiero pół roku później, jak przyjechałem do Młodej Ekstraklasy, poszedł do Moskwy.

pawelkozub-6

Był moment, że czułeś się blisko ekstraklasy?

Nie było. Może przez pierwsze dwa tygodnie, wtedy naprawdę czułem się piłkarzem. Ale nie w negatywnym sensie. Poczułem, że chciałbym na coś zapracować. Nie wyszło, ale Warszawa mnie dużo nauczyła i ukształtowała jako człowieka. Wyjazdy, zmiany klubów, w większości niezależne ode mnie. Nie miałem nic do powiedzenia ani świadomości, jak to funkcjonuje. Co pół roku mówili: – Paweł, trzeba jechać. Jeździłem, gdzie mi kazali.

Pamiętam rozmowę z Wojtkiem Wocialem, który opowiadał, że młodzi piłkarze Legii nie mieli wpływu na miejsca, w które trafiali na wypożyczenia.

Wojtek miał kiedyś odejść do Śląska. Pamiętam, jaki miał z tym zgryz. Ale został, był wierny. Później się zastanawiał: – Mogłem iść, bo tutaj obiecywali mi pierwszą drużynę, a zostałem z wami, w Młodej Ekstraklasie. Zły jestem. Swoje odejście też opóźniłem o pół roku, bo chciałem zacząć w Warszawie studia.

Trafiłeś do Pelikana Łowicz.

W Łowiczu, u trenera Araszkiewicza, był fantastyczny mikrocykl treningowy. W niedzielę – nasz mecz, w środę – Liga Mistrzów, wspólny grill, każdy obecny. Jedni grali na Play Station, drudzy oglądali mecz, jeszcze inni kończyli kiełbasę. Robiliśmy super wynik, a mnóstwo goli strzelał Piotrek Grzelczak. Poza boiskiem był grzeczny, bardzo grzeczny, czasem nieporadny. A na boisku – dwóch na plecy i lewa noga. Mecze graliśmy o 11:15. Śmialiśmy się, że jakby w Łowiczu była Liga Mistrzów, to w środę o 11:15, nie byłoby innej opcji. Rywale przyjeżdżali i zanim się obudzili, Adam Mójta dał dwa razy długą piłkę, a Piotrek Grzelczak strzelił dwa gole.

Dziś odszedłbyś z Legii szybciej?

Ciężko powiedzieć. Wiem, jakie były mankamenty systemu, który nie opiekował się młodym piłkarzem. Nie mówię o Legii, ale ogólnie. To nie jest do końca rola klubu. W jakimś stopniu na pewno, ale klub nie będzie przecież opiekował się tobą dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zrzucałbym to na karb osób zarządzających twoją osobą. Młody piłkarz jest towarem, który można tanio kupić i drogo sprzedać. W tamtym okresie wszystkie pieniądze, które zarabiałem, wydałbym na możliwość rozmowy z psychologiem czy treningi motoryczne. Wtedy dodatkowe treningi polegały na bezsensownym chodzeniu na siłownię, bo ktoś powiedział, że fajnie byłoby być większym. Chodziłem z Maćkiem Korzymem. Podnosiłem sztangę, kilka serii, bez specjalnego pomysłu, bez planu.

Nie miałeś później poczucia, że tak naprawdę nikt w Legii nie wiąże z tobą żadnych nadziei?

Nie, dla mnie najważniejsza była gra w piłkę. Nie miałem poczucia, że ktoś mnie skrzywdził. Byłem święcie przekonany, że jak będę wierny swojemu celowi, to go osiągnę. Tak się nie stało, ale gdyby cała historia się nie wydarzyła, byłbym zupełnie innym człowiekiem.

Mimo to, po Legii były jeszcze możliwości zahaczenia się wyżej. Na przykład w 2012 roku, w ŁKS-ie, jeszcze w ekstraklasie.

Pojechałem tam na testy razem z Mateuszem Stąporskim i Kamilem Słabym, bo nasz menedżer znał się z trenerem Świerczewskim. Zagrałem nawet sparing przeciwko Legii na Łazienkowskiej. Najbardziej zapamiętałem Marka Saganowskiego, który strasznie mi zaimponował. Codziennie przyjeżdżały wagony nowych zawodników, a Marek na każdym treninigu był w stosunku do wszystkich wzorem kolegi. Jeśli trzeba było komuś podpowiedzieć, zwracał się do wszystkich tak samo. Nawet, jeśli widział kogoś pierwszy raz i wiedział, że drugi raz już nie zobaczy. Wtedy w ŁKS-ie wszystko było robione na hurra, w dużym zamieszaniu. Potrzebowali zawodników na już, do gry, żeby utrzymać klub w ekstraklasie. Nie wiem, po co były takie wyjazdy. Ze mną o kontrakcie nikt nie rozmawiał, a z naszej trójki w Łodzi został tylko Mateusz, który był bardziej doświadczony i miał już za sobą pobyt w GKS-ie Bełchatów. Moim zdaniem człowiek, który organizuje młodemu napastnikowi klub powinien zorganizować mu taki, w którym będzie jedynym napastnikiem. Zwłaszcza, jeśli był na zapleczu najlepszej drużyny w Polsce. Nie do pomyślenia, żeby ktoś, kto grał w drugiej drużynie Manchesteru United czy Bayernu Monachium nie żył z piłki.

Wcześniej, w końcu, były testy zagraniczne. Ale nie w Barcelonie, tylko w Izraelu.

Po dwunastogodzinnej podróży na lotnisku okazało się, że nie mam wizy sportowej ani turystycznej. Zostałem zatrzymany, żeby wyjaśnić, z jakiego powodu przyleciałem do Izraela. Przesłuchanie trwało dwie godziny. Wypytywali mnie, kogo w Izraelu znam, skąd jestem, gdzie kupiłem laptopa, telefon i aparat fotograficzny i do czego mi są potrzebne. Pytali nawet o Marcina Cabaja! W końcu postanowiono, że następnego dnia zostanę deportowany i zamknięto mnie w areszcie. Siedziałem z jakimś Azjatą, który miał wytatuowanego smoka na całe plecy, ale byłem tak zmęczony, że nie miałem nawet siły się bać. Trzy godziny później weszli z powrotem i stwierdzili, że jednak mnie do tego Izraela wpuszczą. Powodem mojej wizyty miało być to, że moja babcia była Żydówką i szukam jej korzeni.

A była?

Co ty, moja babcia jest z Polski. Ktoś to wymyślił na szybko.

Jak przebiegły testy?

W Izraelu jedne kluby były żydowskie, bogate, a inne – islamskie, bardzo biedne. Ja trenowałem najpierw w Hapoelu Bnei Lod, dość biednym klubie z pierwszej ligi. Było jak w Afryce – slumsy i dwu, trzyletnie dzieci biegające na bosaka obok nas. Zagraliśmy sparing, ale skończył się po piętnastu minutach, bo nagle wszyscy zaczęli się bić. Był faul, sprzeczka dwóch zawodników, po czym kolejny, w wyskoku – niczym Bruce Lee – kopnął tego pierwszego w plecy. Koniec meczu.

Na lotnisku nie robili już problemów?

Dojechałem taksówką, poleciałem do Polski, wylądowałem w Warszawie. Wszystko zgodnie z planem.

pawelkozub-2

Na koniec swojej przygody z piłką na wyższym poziomie zaliczyłeś jeszcze szkołę życia w KSZO Ostrowiec.

Zbiegło się to z czasem, kiedy brałem ślub. Przez pół roku nie dostałem ani grosza. Minimum raz w tygodniu byliśmy w sekretariacie. Co tydzień groźby, że nie wyjdziemy na mecz. Obiecywano nam, że pieniądze będą zaraz po meczu, albo zaraz przed meczem. A wiadomo, że jak się przyjdzie na zbiórkę, zrobi rozgrzewkę, to nikt się już nie zastanawia, czy pieniądze są w szatni, w biurze, czy gdziekolwiek indziej. Oczywiście nigdy ich nie było. Chłopaki dostawali jakieś części, procenty, po parę stów. Ja za mieszkanie zapłaciłem z pieniędzy, które dostałem na ślubie.

Kiedy byłeś już pewny, że nigdzie wyżej się nie uda?

Po KSZO pojechałem do Krakowa, do żony. Szukałem klubu, grałem w czwartej lidze. Zawsze, co pół roku, były zapytania z trzeciej, drugiej, ale nigdy nic konkretnego. Znajomy trener pomógł mi znaleźć klub w Austrii, ale już wtedy wiedziałem, że to nie ma racji bytu. Miała być Barcelona, Marsylia, a gdzie jestem? Grającym trenerem w A-klasie? Powinienem powiedzieć: sorry, jestem przegrany. Ale wcale nie mam takich myśli. Jestem szczęśliwym człowiekiem, a moim celem nadal jest piłka.

Paweł Kozub jest grającym trenerem Ogniwa Piwniczna Zdrój. Po rundzie jesiennej sezonu 2016/17 jego drużyna jest liderem A-klasy (grupa: Nowy Sącz).

ROZMAWIAŁ MATEUSZ SOKOŁOWSKI (@mateosokolowski)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s