Łukasz Skowron: – Kontrakt na Cyprze miałem przedłużać trzy razy. Byłem przekonany, że szybko będę w nowym klubie

lukaszskowron

Mimo roku spędzonego w klubie cypryjskiej ekstraklasy, od czerwca jest bez klubu. W pierwszym wywiadzie po odejściu z AEL-u Limassol były bramkarz m.in. Jagiellonii Białystok i Arki Gdynia opowiada o eksplozji formy Arkadiusza Piecha, opiniach Cypryjczyków na temat Orlando Sa oraz Arkadiusza Malarza, a także o przewadze Jacka Wiśniewskiego nad… Cristiano Ronaldo. Zapraszamy do lektury!

– To nie jest łatwa sytuacja. Nie pogodziłem się z nią, ale w jakimś stopniu zaakceptowałem. Uciekam w pracę, pozytywne nastawienie i żyję z wielkim przekonaniem, że w zimę znajdę klub – mówi Skowron, który ostatni mecz rozegrał ponad pół roku temu, 27 kwietnia.

Twój debiut na Cyprze był dużo lepszy niż w polskiej ekstraklasie, kiedy na dzień dobry, w 1. minucie, Fabian Pawela z Podbeskidzia strzelił Ci gola.

Na Cyprze swój najlepszy mecz zagrałem chyba właśnie w debiucie. Byłem drugim bramkarzem, a pierwszym – ikona klubu, Matías Degra – który miał kontuzję i akurat nie mógł zagrać. Ludzie jeszcze mnie nie znali, ale pokazałem, że AEL ma dobrego zmiennika. A w Polsce? To była chyba 20. sekunda, ale byłem skupiony na meczu i nastawiony tak pozytywnie, że zaraz po stracie gola właściwie zapomniałem o tym, że przegrywamy. Spłynęło to po mnie jak po kaczce. Później żartowałem sobie, że potraktowałem to tak, jakbym stracił bramkę na rozgrzewce, a mecz miał rozpocząć się dopiero chwilę później.

Wiem, że nadal mogłeś być zawodnikiem AEL-u. Klub przecież zaoferował ci przedłużenie kontraktu.

I to trzy razy! Najpierw już w zimę, ale kiedy mieliśmy siadać do rozmów, złamałem stopę w trzech miejscach. Kiedy wszystko się zrosło i doszedłem do siebie, dostałem kolejną propozycję. Umówiłem się na spotkanie z dyrektorem sportowym i tego samego dnia wieczorem przeczytałem w Internecie, że cały sztab AEL-u – łącznie z dyrektorem – został zwolniony. Ludzi, którzy chcieli zostawić mnie w klubie na dłużej, nagle po prostu nie było. A ja po złamaniu stopy w trzech miejsach powoli odzyskiwałem sprawność i czucie w kopaniu piłki, więc było mi ciężko od razu pokazać się z dobrej strony przed nowym trenerem. Mimo to propozycja nowego kontraktu pojawiła się po raz trzeci. Ale w międzyczasie pojawiło się już zainteresowanie ze strony innych klubów, także cypryjskich. Sprawy jakoś zwolniły, nie było wielkiego ciśnienia i w ten sposób wszystko się rozmyło. Później w klubie powiedzieli mi, że nie jestem na tyle doświadczonym bramkarzem, by zostać „jedynką” na cały sezon, więc poszukają kogoś z mocnego klubu w Europie. Przyszedł Rafael Romo z Udinese, a drugim bramkarzem w takim układzie został – żeby nie wypełniać limitu obcokrajowców – Cypryjczyk.

Tak czy inaczej, zainteresowanie ze strony innych klubów wciąż było.

Byłem przekonany, że szybko coś znajdę. Albo ekstraklasa na Cyprze, albo klub ze Szkocji. Byłem przekonywany, że pojadę zaraz na testy medyczne i podpiszę kontrakt. Dostałem informacje, że od jakiegoś czasu mnie oglądają, widzieli nawet mój ostatni mecz na Cyprze. Kierunek szkocki bardzo mi się spodobał, więc nie śpieszyłem się, żeby zostać na Cyprze, więc wszystkie propozycje stamtąd byłem zmuszony odrzucić. Na początku sierpnia Nea Salamina przymierzała się do sprzedaży swojego pierwszego bramkarza, miałem być w klubie na jego miejscu. Ustaliłem kontrakt z agentem, w mediach cypryjskich pojawiła się informacja że lada moment podpisze umowę. Czekałem praktycznie już na walizkach około trzech tygodni, temat sprzedaży się przeciągał, a ja w międzyczasie odmówiłem wyjazdu na testy do kilku miejsc.

I nie było ani Cypru, ani Szkocji.

Jak widać, nie doczekałem się. Razem z menedżerem czy innymi ludźmi, którzy coś proponowali, rozważaliśmy naprawdę wiele klubów i kierunków. Pod koniec sierpnia przez kilka dni byłem na testach w Ruchu Chorzów, ale dokładnie wtedy w klubie zmienił się prezes (Janusz Paterman został odwołany z funkcji – przyp. aut.), więc cały temat upadł. W październiku byłem w League Two, w Blackpool. Zagrałem w sparingu przy takiej pogodzie, w jakiej nie grałem jeszcze nigdy w życiu. Wiatr, ulewa, straszna wichura. W Polsce na sto procent mecz w takich warunkach zostałby odwołany, rywale już wcześniej zostaliby powiadomieni, że nie mają po co przyjeżdżać. A w Anglii – normalka, można grać. Jak wybijałem piłkę od bramki, leciała w powietrzu mniej-więcej do trzydziestego metra, a następnie wracała. W jednej z akcji obrońca z mojej drużyny chciał wykopać piłkę za pole karne i prawie strzelił mi samobója, bo wiatr zniósł piłkę w stronę mojej bramki. Mimo to,w trenera i swojej ocenie zagrałem pozytywny mecz. Wieczorem tego samego dnia powiedzieli, że szukają kogoś „na już”; kogoś z brytyjskim stylem bronienia, cokolwiek miałoby to oznaczać. Szkoda, że nie dostałem  kilku dni więcej by pokazać że jestem w odpowiedniej formie i mogę wzmocnić zespół.

Była nawet opcja wyjazdu do Izraela!

Kuriozalna sytuacja. Dostałem telefon, że klub z drugiej ligi izraelskiej szuka bramkarza. I to na już. Poprosili mnie tylko, żebym wysłał skan paszportu, a oni już na nadchodzący  weekend zarezerwują mi bilety na samolot do Tel-Awiwu. Najpierw jednak zapytałem o nazwę klubu, usłyszałem: ustalę szczegóły! Chyba jeszcze ustalają, bo nikt się już nie odezwał.

W AEL-u przez pół roku grałeś z Arkiem Piechem, który akurat odpalił na wypożyczeniu z Legii.

Trafił z formą przez te pół roku. Fajnie się dobraliśmy, bo przyszedł też Ostoja Stjepanović, który grał wcześniej w Wiśle Kraków. Wcześniej rozważane było jeszcze przyjście Ivana Trickovskiego z Legii. Trenerzy pytali mnie o niego, wyraziłem się pozytywnie, ale ostatecznie nie przyszedł. Nie wiem, czemu tak jest, ale na Cyprze, w wielu klubach, obrońcy są bardzo dobrze wyszkoleni technicznie, jednak ustępowali Arkowi szybkością, świetnie sobie z nimi radził. Przy kontrach, czy piłkach na styku zawsze wygrywał pojedynki i dzięki temu dochodził do sytuacji, po których strzelał gole.

Chyba nie miał już po co wracać do Legii.

O Legii nie wypowiadał się negatywnie, ale na pewno mógł mieć żal, że dostał tak mało szans. U Berga praktycznie nie grał, Czerczesow dał mu kilka meczów, ale kadra była tak szeroka, że – przynajmniej na papierze – się nie przebijał. Nikolić, Prijović, później jeszcze Hamalainen. Latem, po dobrej rundzie, zgłosił się po niego klub z tego samego miasta, Apollon, który od kilku lat wystepuje w Lidze Europy. Dostał na Cyprze dobry kontrakt.

Ale znowu nie gra.

Sytuacja jak w Legii. Trzech-czterech napastników, kontuzja na początku sezonu, kilka meczów pauzy. Gra dużo mniej, niż oczekuje. Zobaczymy, czy do zimy coś się zmieni (rozmawialiśmy jeszcze zanim Piech strzelił swojego pierwszego gola w barwach Apollonu – przyp. aut.). Jak nie, może znów przyjdzie czas na jakiś ruch w jego wykonaniu. Liczę jednak, że znów pokaże „pazur”.

Piech Piechem, ale w AEL-u zrobiła się mała kolonia byłych piłkarzy z polskiej ekstraklasy.

Przyszedł Dossa Junior, który jest tam bardzo lubiany, bo grał w drużynie, która w 2012 roku zdobyła mistrzostwo. I stamtąd, razem z Orlando Sa, poszedł do Legii. Jeżeli chodzi o Orlando, podobno był zawodnikiem typowo meczowym. Tak opowiadali. Strzelał dużo goli, ale nie był tytanem pracy. Ludzie w klubie pamiętali też Arka Malarza i szczerze mówiąc, opinie o nim były średnie, bardzo mnie zdziwiły bo oglądam go w Ekstraklasie, w której nie zawodzi.

Teraz mają innego świetnego napastnika, też dobrze znanego: Mikaela Arruabarrenę.

Słyszałem jeszcze o zainteresowaniu Piechem, żeby pod koniec letniego okienka z powrotem wziąć go na wypożyczenie. Wzięli Arruabarrenę.  Z polskich boisk są jeszcze Emmanuel Sarki i Kevin Lafrance.

Jak było z finansami?

Nie było wcale źle, spodziewałem się czegoś gorszego. Nawet Łukasz Sosin mówił mi, żebym nie zwracał uwagi na pensje, żył oszczędnie i miał w zanadrzu pieniądze na dwa-trzy miesiące, bo może się zdarzyć, że po remisie czy porażce prezes po prostu pominie termin płatności i będzie trzeba czekać. Cypryjskie realia są takie, że to, co masz na papierze, dostaniesz. Może nie w terminie płatności, ale kiedyś tam dostaniesz. Ja swojego ostatniego dnia na Cyprze podpisałem porozumienie, że klub zapłaci mi wszystkie zaległości do października i słowa dotrzymali. Jestem już rozliczony.

Czyli ekstremalnych sytuacji nie było.

Prezesem klubu jest biznesmen, bardzo zabiegany człowiek, który non stop podróżuje między Cyprem, Rosją a Ukrainą. Wszystko bardzo mocno przeżywał. Jak mieliśmy serię słabszych wyników, przychodził do nas do szatni, mówił, że jesteśmy jedną rodziną, że trzeba zwalczyć kryzys. Jedyną sytuacją, w której postąpił nieoczekiwanie , było zwolnienie trenera Makisa Chavosa w momencie, w którym nikt się tego nie spodziewał. Kolejkę wcześniej wygraliśmy z AEK-iem Larnaka, drugą drużyną w lidze. Mimo to uważam, że Klub jest prowadzony mądrze,  mocno wspierany przez oddanych kibiców. W tym sezonie są w miejscu w którym Ael być powinien, czyli walka o mistrza.

***

Teraz futbol nie potrzebuje wielu wytrzymałościowców. Pracusie są pożądani, ale w środku pomocy; dobrze, jeśli skrzydłowy ma dobrą wydolność. Ale bardziej ceniony jest skrzydłowy, który jest szybki, ma drybling i odejście. Świat piłkarski idzie właśnie w tym kierunku. Zobaczmy, jak wygląda Cristiano Ronaldo. To góra mięśni. Widziałem na żywo mecz Portugalia – Czechy na Euro 2012 i przyglądałem mu się przez cały mecz. Bez piłki poruszał się jak ociężały „koks” na siłowni, wlokący się od jednej maszyny do drugiej. Ale kiedy ktoś rzucił na niego piłkę, był tak szybki, że nikt nie mógł go powstrzymać.

Góra mięśni – jak Jacek Wiśniewski.

U Jacka to pewnie genetyka (śmiech). Typowy, a może nawet wyjątkowy mocny, śląski charakter. W młodości walki uliczne nie były mu obce. Trudna dzelnica, która go ukształtowała. Musiał być wielki, nie było innej opcji.

I pewnie jest trochę wolniejszy niż Cristiano.

Ale zastawkę na sto procent miał dużo lepszą!

Jak go wspominasz z czasów Wisły Płock?

W pewnym momencie mocno się zakolegowaliśmy. Mieliśmy w tym samym czasie kontuzję, a rehabilitacja polegała na tym, że co zrobicie sami, to wasze. W klubie nie było żadnej rehabilitacji. Jacek jeździł na Śląsk do znajomego fizjoterapeuty, a jak wracał, razem wykonywaliśmy ćwiczenia, które tam poznał. Razem jeździliśmy na siłownię, razem ćwiczyliśmy.

Jak się ćwiczyło na siłowni w takim towarzystwie?

Czułem się bardzo bezpiecznie (śmiech). Bardzo cenię sobie znajomości ze starszymi zawodnikami, którzy mają naprawdę dużą wiedzę z piłkarskiego życia. Nawet przez pół roku na Cyprze nauczyłem się wielu rzeczy od Arka Piecha. W AEL-u wiele osób wróżyło mu emeryturę, a zagrał wszystkim na nosie. Była sytuacja, że po którymś meczu musiał lecieć do Polski, żeby coś załatwić. W niedzielę w nocy poleciał, z poniedziałku na wtorek przyleciał z powrotem. Miał nie trenować, ale powiedział, że chce. Myślałem, że po dwóch dniach w podróży to będzie człowiek-widmo, ale na treningu wyglądał… najlepiej ze wszystkich. To taki charakter, który nawet jeśli jest zmęczony i wypruty, wychodzi na trening i robi swoje.

Spotkałeś w Polsce zawodników podobnych charakterem?

W Płocku był na przykład Rafał Lasocki, dużo starszy zawodnik ode mnie. Zaimponował mi, gdy walczył bardzo długo z okropną kontuzją. Rehabilitował się kompletnie sam! W Arce Gdynia charakterni byli Antek Łukasiewicz, Krzysiek Sobieraj i zadziorny, choć młodziutki, Michał Nalepa. W Wiśle Płock – Sławek Peszko, który udzielał się w szatni mimo młodego wtedy wieku. W Jagiellonii Pazdan, stworzony do walki. Im cięższe warunki gry, tym łatwiej mu się odnaleźć. Z drugiej strony barykady zawsze spokojny Tomek Frankowski, którego gra opierała się tylko i wyłącznie na boiskowej inteligencji, przewidywaniu sytuacji i ustawianiu się w odpowiednim miejscu. Ja w piłce najbardziej cenię profesjonalistów, ludzi, których wielką pasją jest sport i całkowite oddanię się swojej dyscyplinie. Wśród nich mam kilku przyjaciół.

Myślałem, że wspomnisz Łukasza Teodorczyka z Polonii.

Może wtedy jeszcze taki nie był. Ale widzę, jak ewoluował. Już w Polonii, w Młodej Ekstraklasie, bardzo mocno nastawił się na sukces. Pamiętam, że widywałem u niego książki psychologiczne, o samodoskonaleniu. Nie pamiętam tytułów, ale coś takiego zaczęło go już interesować. Do tego we wskoczeniu na właściwe tory bardzo mocno pomogli mu trener Pala i Paweł Olczak. Tak naprawdę od tamtej pory cały czas idzie w górę, bez spadków czy przestojów.

Jak wygląda teraz twoje życie piłkarskie?

Jestem non stop w treningu, piłkarskim i motorycznym. Pracuję zgodnie z wytycznymi byłego  trenera bramkarzy AEL-u. Popołudniami trenuję z drugim zespołem Wisły Płock. Wcześniej w moje treningi mocno angażował się mój brat, na co dzień grający w A-klasie, który dzięki temu poznał dużo bramkarskich ćwiczeń. Zachowuję pozytywne nastawienie, a moja rodzina i narzeczona są nieocenieni we wsparciu, którym mnie obdarzają. Piłka to całe moje życie. W styczniu spodziewam się klubu, w którym będę mógł dalej się rozwijać. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy dalej na mnie stawiają i obiecuję, że dam z siebie wszystko!

ROZMAWIAŁ MATEUSZ SOKOŁOWSKI

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s