„Z braci Kokosińskich tylko ja coś jeszcze kopię”. Wojsko, wyjazd na misję i… gra w reprezentacji

kokosinski

(fot. MKS Ciechanów)

Daniel Kokosiński wielkiej kariery nie zrobił, ale i tak słyszał o nim chyba każdy, kto interesuje się polską piłką. Mało kto jednak wie, że z piłką związana jest praktycznie cała jego rodzina. Starszy brat gra nawet… w kadrze Polski. A dokładniej: w piłkarskiej reprezentacji Wojska Polskiego. Z kapralem Błażejem Kokosińskim spotkaliśmy się w Ciechanowie.

Błażej jest najstarszy z piątki rodzeństwa. W grudniu skończy 33 lata i jest bramkarzem. Wychował się w Błękitnych Raciąż (z Raciąża, 100 kilometrów od Warszawy, pochodzi cała rodzina), później przez wiele lat grał w MKS-ie Przasnysz. Teraz jego klubem jest czwartoligowy MKS Ciechanów, a trenerem – znany z boisk Ekstraklasy Piotr Dziewicki. Pozostała dwójka braci – Emil (ur. 1987) i Mateusz (1992) – też grała w Błękitnych. Emil tylko w juniorach, Mateusz też w seniorach, ale w pewnym momencie zrezygnował z gry na rzecz studiów i przeprowadził się do Warszawy. W stolicy mieszka również Luiza, piąta z rodzeństwa.

Był moment, kiedy ludzie zaczęli pytać, czy jesteś z „tych” Kokosińskich?

Często się tak zdarzało. Nawet lokalna prasa w relacjach z meczów pisała: tak, to brat Daniela z tego słynnego Klubu Kokosa. Grałem zazwyczaj w czwartej lidze. Można się śmiać z zawodnika z Ekstraklasy, ale jak grasz w czwartej lidze – dorównaj mu. Szydery żadnej nie było, ale jeżeli ktoś by coś skomentował, potrafiłbym odpowiedzieć.

Z czwórki braci Kokosińskich każdy próbował przygody z piłką.

I co jest najlepsze, Daniel jako jedyny próbował jako zawodnik z pola. Teraz tylko ja staram się coś jeszcze pokopać.

Który z was zapowiadał się najlepiej? Zadaliśmy to pytanie Danielowi i odpowiedział, że, oczywiście, on.

Daniel szybko poszedł do Wisły Płock i od początku był pod okiem dobrych trenerów. W każdym sezonie odbywał dwa obozy, letni i zimowy, więc miał najlepsze warunki do rozwoju.

Zazdrościliście mu?

Daniel cały czas opowiadał, jak ma tam fajnie. Miałem nawet do niego dołączyć. Najpierw pojechałem na trening, później zaprosili mnie na zgrupowanie do Ustki. W drodze powrotnej trener juniorów Wisły Płock powiedział, że będzie dzwonił i ustalimy szczegóły transferu, ale żadnego kontaktu nie było. Zacząłem się tym interesować i okazało się, że rzeczywiście dzwonił do klubu. Ówczesny prezes Błękitnych zachował się po chamsku i podał kosmiczną kwotę odstępnego. Tak to się skończyło. Do dziś mam do niego żal.

Nie próbowałeś negocjować?

Próbowałem. Jedynym sposobem na to, żeby wyrwać się z klubu, spróbować gdzieś indziej, była zasadnicza służba wojskowa. Ówczesny prezes Orląt Baboszewo, a obecnie członek zarządu Błękitnych, Dariusz Adamiak, pomógł mi i dostałem się do jednostki w Przasnyszu. Do dziś jestem mu bardzo wdzięczny za pomoc.

Służysz do dzisiaj.

Po roku służba mi się skończyła, ale potrzebowałem pracy, żeby nie być na utrzymaniu rodziców. Wtedy dostałem z Przasnysza informację, że jest możliwość wstąpienia w szeregi jako żołnierz zawodowy.

Po rozpoczęciu służby wojskowej Błażej przeniósł się z Błękitnych Raciąż do oddalonego o 60 kilometrów Przasnysza. Przez 10 lat grał w miejscowym MKS-ie, a dwa lata temu trafił do MKS-u Ciechanów.

***

Czym się zajmujesz w wojsku?

Nie za bardzo mogę mówić. Obowiązuje mnie klauzula poufności.

Wiemy, że miałeś możliwość wyjazdu na misję zagraniczną.

Tak, chciałem wyjechać. To było rok po wstąpieniu do służby. Miałem 23 lata, byłem kawalerem. Koledzy jeździli i ja też chciałem spróbować. Miałem jechać do Iraku. Zarobiłbym jakieś pieniądze, w tamtych czasach niemałe. Teraz są dużo, dużo mniejsze. Nie ukrywam, że to korciło. Ale w klubie odradzono mi ten wyjazd, rodzice też przekonywali mnie, żebym został. Powiedzieli, że jeśli będę potrzebował jakiejkolwiek pomocy finansowej, mam zgłaszać się do nich. Na rodziców zawsze mogę liczyć.

Taki wyjazd nie wiąże się ze strachem?

Wiadomo, ryzyko się zwiększa. Ale bywają sytuacje, ze człowiek idzie po ulicy i nie wraca do domu.

To jednak co innego. Wyjeżdżasz przecież na wojnę, żyjesz tam na co dzień, pewnie przez kilka miesięcy.

Zakładając mundur liczyłem się z tym, że będę musiał kiedyś zaryzykować. Czy tu, w kraju, czy zagranicą. Taki mam zawód, różnie może być. Ale nie było jeszcze sytuacji, że musiałem wyjechać na dłużej. I choć bardzo kocham swoją żonę i rodzinę, jeżeli będzie konieczny wyjazd, będę na to gotowy. Mam nadzieję, że Ania (żona Błażeja – przyp. aut.) też.

Daniel nie chciał nigdy wstąpić do wojska?

On od razu zainwestował w szkołę, bardzo chciał iść w kierunku trenerskim. Skończył AWF, później magisterkę, robi kursy, podyplomówki. Co do niego zadzwonię, to mówi, że nie może rozmawiać, bo jest na jakimś kursie. Teraz to mój trener personalny. Coś mnie boli, chcę coś poprawić – dzwonię do niego, pytam, co robić i już mi doradza.

Próbujemy dopytywać jeszcze o misję, ale Błażej przekonuje, że nie może wypowiadać się na wojskowe tematy w szczegółach.

***

Jeździłeś na mecze Daniela?

Bywałem często w Pruszkowie, kiedy grał jeszcze w Zniczu. Pamiętam, że trener Ojrzyński nie dawał mu grać. Później odszedł do Wisły Płock, a do Znicza przyszedł Jacek Grembocki. Pierwszy mecz Znicz grał właśnie z Wisłą. Daniel zagrał w pierwszym składzie, wszedł na rzut rożny i przywitał się z byłym trenerem bramką. Cieszyłem się wtedy jak dziecko. Trochę Ojrzyńskiego zgasił.

W Polonii też miał świetny debiut.

Pamiętam, że śledziłem wynik w aplikacji w telefonie. Jak zobaczyłem bramkę i nazwisko, przecierałem ekran. Niemożliwe, Daniel strzelił gola! Dopiero jak przyszedł Bakero, wszystko się popsuło. Dalszą historię znacie.

– Daniel miał kontrakt z Polonią, ale sam się prosił, żeby go wypożyczyli. Prasa pisała, że chce tylko ciągnąć pieniądze. On chciał iść do Znicza, na wypożyczenie, był nawet dogadany. Wiadomo, że jak prezes podpisał z nim kontrakt, musi ponosić tego konsekwencje. Chciał umówić się z Wojciechowskim tak, że będzie dostawał od niego jakąś część kontraktu – nawet nie połowę – a Znicz dorzuci mu coś jeszcze. Wojciechowski powiedział, że nie, nawet mowy nie ma, nic nie dostanie. Jeśli ktoś cię tak traktuje, tym bardziej się złościsz i zaciskasz zęby.

– Wszystkie rozmowy Daniel prowadził przez trenera. Wojciechowski nie spotkał się z nim ani razu. Nikt o tym nie wiedział, ale Daniel chciał rozwiązać kontrakt. Powiedział, że chciałby dostać część wypłat, jakie by mu się należały do końca umowy i podadzą sobie ręce. Usłyszał, że może rozwiązać kontrakt, ale nie dostanie ani grosza. Tego w mediach nie było. Święte było tylko to, co powiedział Wojciechowski.

On w ogóle spotkał się kiedykolwiek z Wojciechowskim osobiście?

Podejrzewam, że nigdy. Nawet przy podpisywaniu kontraktu.

***

Porozmawiajmy o twojej grze z orłem na piersi. Jak to się zaczęło?

Jakiś czas temu gazeta „Polska Zbrojna” dała ogłoszenie, że Dowództwo Generalne planuje utworzenie drużyny z żołnierzy grających w niższych ligach. Jednemu nawet udało się pogodzić pracę w wojsku z grą w drugiej lidze, grał w Gryfie Wejherowo (chodzi o Przemysława Kostucha – przyp. aut.). Podali wzór CV: w jakich grałeś klubach, jaka pozycja, która noga. Wysłałem swoje i dostałem odpowiedź. Selekcja trwała cały tydzień, było ponad 120 żołnierzy. Wybrali nas trzydziestu i zrobili zgrupowanie w Gniewinie, po którym odpadło jeszcze kilku chłopaków. Łącznie były cztery obozy, po których wykrystalizowała nam się kadra 22-23 zawodników. W tym składzie pojechaliśmy do Niemiec.

– Graliśmy tam z Niemcami, Holandią i Litwą. Pierwszy mecz – z Bundeswehrą. U nich w jednostce są cztery boiska! Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jednostka wojskowa ma tam lepsze warunki do treningów, niż u nas większość klubów z Ekstraklasy. Wszystko zadbane, boiska podlane, zraszacze. Po jednostce poruszaliśmy się autokarem. Z Niemcami przegraliśmy 1:4, ale wygraliśmy dwa pozostałe mecze i zajęliśmy 2. miejsce, które dało nam awans na Puchar Świata w Omanie. Jedziemy tam w styczniu.

Raczej nie zmarzniecie.

Właśnie, cieszymy się, że właśnie w styczniu.

Dlaczego akurat Oman?

Nie potrafię odpowiedzieć, bo… nie wiem. Z Europy będą Francja, Niemcy i my. W grupie będziemy grali z Syrią, Egiptem i Kanadą.

Syria ma reprezentację żołnierzy?

Jak widać, ma. Wiem, co tam się dzieje. Podobno Egipt jest mocny. Słyszałem, że żołnierze grają u nich zawodowo w piłkę. Tak, jak kiedyś w Polsce grali w Legii.

Nosicie mundury na zgrupowaniu?

W mundurach przyjeżdżaliśmy tylko na selekcję. Na zgrupowaniach tylko dresy, na sportowo.

Jak wygląda konkurencja o numer jeden w bramce?

O jedynkę rywalizuję z Kamilem Ulmanem (były bramkarz m.in. Jagiellonii, ŁKS-u Łomża czy klubów greckich – przyp. aut.). Na razie w oficjalnym meczu nie zagrałem ani minuty, w Niemczech wszystko bronił Kamil. Ale w styczniu nie odpuszczę. Nasz klubowy trener, Marek Sobiech, na pewno odpowiednio mnie przygotuje, żebym był gotowy. Mam nadzieję, że dostanę szansę.

Kto to wszystko organizuje? Dostajecie jakieś wynagrodzenia za grę?

MON. Fajna sprawa. To są nasze zadania służbowe. W czasie, kiedy przygotowujemy się i jeździmy na zgrupowania, nasi koledzy robią w tym czasie inne rzeczy, na przykład ćwiczą na poligonie. Oni wykonują jakieś zadania, a my w tym czasie ciężko pracujemy na zgrupowaniach trenując dwa razy dziennie. Sama możliwość wyjazdu i treningu to dla nas wystarczające wynagrodzenie.

Patrząc na skład reprezentacji Wojska Polskiego można spostrzec m.in. Marka Niewiadę. 36-latek to wieloletni kapitan Floty Świnoujście, w barwach której rozegrał mnóstwo spotkań w I lidze. Co ciekawe, niektórzy kadrowicze w meczowych relacjach czy na liście powołanych wymieniani są tylko z imienia. To żołnierze wojsk specjalnych. Wśród nich jest m.in. piłkarz mający na swoim koncie występy w Ekstraklasie.

Jak wygląda wasz poziom sportowy?

Graliśmy sparing z trzecioligowym Bałtykiem Gdynia.. Jechaliśmy z nimi niemiłosiernie, oddali może ze trzy-cztery strzały na bramkę, w tym dwa z karnych. Myślę, że bylibyśmy w dole drugiej ligi.

Dlaczego w ogóle zostaliście żołnierzami? Na pewno rozmawiacie o tym na zgrupowaniach.

Stabilność. Grasz w piłkę, masz zmieniać klub, łapiesz kontuzję. I z czego masz żyć? Żeby odłożyć trochę pieniędzy, trzeba zagrać parę meczów w Ekstraklasie. Weźmy na przykład mnie. Nie daj Boże coś mi się stanie, że nie będę w stanie grać, ale finansowo dam radę, bo mam stabilną pracę. Dla mnie najważniejsze w życiu jest moja rodzina i stabilność.

Stabilność? W wojsku?

Tak. Stabilność finansowa.

O ile nic złego się nie wydarzy.

Dokładnie. Ale ryzyko to nierozłączny element życia żołnierza.

ROZMAWIALI TOMASZ OBRĘPALSKI I MATEUSZ SOKOŁOWSKI

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s