Kacper Lachowicz: – Browar pod prysznicem i na murawę!

Laska

Zanim ukończył wiek młodzieżowca, miał już na koncie dwa awanse – do III i II ligi. Na trzecim szczeblu rozgrywek jednak nigdy nie zagrał. Dziś niespełna 21-letni Kacper Lachowicz dał już sobie spokój z grą w piłkę nożną i odnalazł inną drogę. Wspomnień jednak ma sporo i dzieli się nimi w rozmowie z gramybezbramkarza.pl. Któremu trenerowi i z jakiego powodu nie poda już ręki? Dlaczego w jednej z warszawskich dyskotek wylądował bez skarpetek? Czy zawodnicy w niższych ligach unikają palenia marihuany? Tego wszystkiego dowiecie się z lektury wywiadu!

– Po długim czasie spotkaliśmy się na siłowni. Można powiedzieć, że to teraz najczęściej odwiedzane przez ciebie miejsce?

– Zdecydowanie tak, całkowicie zmieniłem dyscyplinę sportu. Wiadomo, nie idę w kulturystykę, ale zacząłem się tym pasjonować. Zaraził mnie podczas gry w Bzurze Chodaków Mateusz Oszust, który pracował jako trener przygotowania motorycznego w klinice Jarka Steca. Teraz zajmuję się właśnie tą dziedziną.

– Co czujesz, gdy wpisujesz swoje imię i nazwisko w google?

– Cóż, widzę mnóstwo wiadomości o koszykarzu noszącym to samo imię i nazwisko. Może trzeba było jeszcze wcześniej pójść inną drogą? Znaleźć coś o mnie jest ciężko. Gdy grałem w Polonii, to jeszcze się pojawiało, ale teraz zapadła cisza.

– Dlaczego przestałeś grać w piłkę nożną?

– Zdecydowałem się na taki krok podczas zimowego okresu przygotowawczego. Zauważyłem, że znajduję się w miejscu, w którym nie chciałem być – miałem zdecydowanie większe ambicje. Kilka razy zawiodłem się też na pewnych osobach, gra przestała sprawiać mi przyjemność.

– Szybko podjąłeś decyzję, masz przecież dopiero niespełna 21 lat.

– Puntem zwrotnym był awans do II ligi z Olimpią Zambrów. Wydawało mi się, że skoro w III lidze grałem dużo, dostanę szansę po wywalczeniu promocji. Niestety, klub zdecydował, że wymieni wszystkich młodzieżowców. A później przez niepoważne zachowanie trenera Tomasza Matuszewskiego w Pogoni Grodzisk Mazowiecki wylądowałem w IV lidze.

– Co masz na myśli?

– Trafiłem tam na testy. Matuszewski trzymał mnie na nich do samego końca. Przepracowałem okres przygotowawczy, występowałem w sparingach, a gdy do ligi zostały cztery dni, dowiedziałem się, że nie ma na mnie żadnych pieniędzy – ani na wykupienie mnie z Polonii, ani wynagrodzenie. Rękę wyciągnął do mnie trener Bzury Chodaków, Marcin Płuska i tak tam trafiłem. Najpierw otarłem się o drugą ligę, a potem przyszło mi jeździć do lasu na mecz z Błękitnymi Gąbin.

– Skąd wziąłeś się w Polonii Warszawa?

– Mnie i Patryka Strusa polecił Piotrowi Dziewickiemu Emil Kot, który znał nas z Marcovii Marki. Wcześniej jako 16-latek grałem w seniorach u trenera Grzegorza Szeligi.

– Jak go wspominasz?

– Mocno specyficzny człowiek, odczułem to tym bardziej, że dopiero wchodziłem do seniorskiej piłki. Twardy i stanowczy gość, ale jestem mu wdzięczny, bo dostałem od niego sporo szans. Jak na IV ligę, zbudował całkiem niezły zespół. Wiosną wygraliśmy większość spotkań, ale to nie wystarczyło do utrzymania, strata była za duża.

– W Polonii poczułeś trochę wielkiej piłki? Mecze przy sztucznym oświetleniu, pełne trybuny…

– Lepszego wejścia do seniorskiego futbolu trudno sobie wyobrazić. Grając przy Konwiktorskiej czułem się jak piłkarz. Ciary przechodziły, gdy kibice ryknęli. Zetknąłem się z czymś nowym, zainteresowaniem mediów, przejawami profesjonalizmu. Dziś mam piękne wspomnienia. Zdaję sobie jednak sprawę, że miałem sporo braków, zwłaszcza motorycznych. Pracowałem nad tym sumiennie, czasami wstawałem o piątej rano i szedłem na indywidualny trening. Wszystko po to, by spełnić marzenia z dzieciństwa. Zawsze robiłem wszystko na sto procent, walczyłem o swoje, dorabiałem w sklepie sportowym, bo nie chciałem być w domu darmozjadem. Szkoda, że w piłce nie wyszło, bo ambicje były ogromne.

laska2

– Jak oceniasz tamten zespół? Sezon zakończył się wyśmienicie, awansem do III ligi.

– Kapitalna ekipa, do wszystkiego. Mogłem się wiele nauczyć od bardziej doświadczonych zawodników, a do tego atmosfera była świetna. W szatni dbali o nią choćby Olek Fogler czy Dominik Lemanek. Po awansie działo się tyle, że niewiele pamiętam. Byłem w takim stanie, że po imprezie na stadionie pojechałem do klubu Park, do którego wszedłem już bez skarpetek, bo wcześniej kibice wrzucili mnie do fontanny. Gdy wróciliśmy na Konwiktorską z meczu w Przasnyszu, po którym zapewniliśmy sobie awans, nie wysiadłem z autobusu. Po prostu z niego wypadłem, tyle miałem w sobie alkoholu. Nie wiem sam, jak trafiłem do tego klubu.

– Ja cię zawiozłem (T.O.).

– O widzisz, to tego już nie pamiętałem. Na szczęście na miejscu znalazłem swoich znajomych.

– Chyba była tam też twoja dziewczyna.

– Nie, na pewno jej tam nie było. Choć takie wrażenie mogłem sprawiać, bo obściskiwałem się z jakąś koleżanką. Oficjalnie jednak byłem wtedy sam. Tej nocy miałem też problem z kibicami Legii, bo przypadkowo znalazłem się w strefie VIP. Ktoś mnie chyba rozpoznał, bo podszedł do mnie i powiedział krótko, żebym wypierdalał. Znajomi mnie na szczęście stamtąd wyciągnęli i wszystko skończyło się dobrze.

– Na Targówku nie miałeś problemów?

– Na początku było z tym rzeczywiście średnio, podczas meczu w Łomiankach usłyszałem: – Lachowicz! Co? Ty kurwo!. Z pomocą kilku osób jakoś udało nam się to jednak wyprowadzić na prostą. Musiałem z tym jakoś żyć, to po prostu był mój zawód. Trochę nie rozumiałem agresji, bo chyba żaden 17-latek pragnący grać w piłkę nie odmówiłby propozycji z Polonii i szansy gry przy pełnych trybunach, podczas gdy w Marcovii grałem na przykład przeciw Wichrowi Kobyłka, gdzie na mecz przychodziło 20 osób, a w tym 15 leśnych dziadków. Choć na meczach wyjazdowych Polonii też zdarzał się folklor, jak rozpalenie grilla przez ekipę transmitującą mecz. Czuć to było na całym obiekcie, zresztą Mariusz Ujek podpiął się pod wyżerkę.

– Czemu odszedłeś z Polonii?

– Po awansie drużyna się wzmocniła i trener Dziewicki powiedział mi wprost, że raczej szans na grę nie będę miał. Otrzymałem propozycję z Olimpii Zambrów i postanowiłem ruszyć na podbój Podlasia.

– Trudno było podjąć decyzję o wyjeździe?

– Czułem się totalnie osamotniony. Debiutowałem w derbach z ŁKS Łomża, a wiadomo, jak prestiżowe to mecze. Adrenalina mega wysoka. Podpaliłem się i w trzeciej minucie wjechałem gościowi wyprostowaną nogą. Gwizdek, sędzia podbiega, wyciąga czerwoną kartkę. Pomyślałem sobie: – To mam, kurwa, debiucik… Na szczęście zdecydował się jednak pokazać tylko żółtą i nie musiałem brać przedwczesnego prysznica. Po meczu pojechałem ze znajomymi coś zjeść do galerii w Łomży i zapomniałem, że mam na sobie klubową bluzę. Weszliśmy, a tam pełno kibiców ŁKS. W porę udało mi się schować za sztucznym krzakiem i ją zdjąć. Może dzięki temu mam jeszcze zęby.

– W Olimpii znów zaliczyłeś awans, tym razem do II ligi. Kariera rozwijała się modelowo.

– Super wspomnienia. Awans świętowaliśmy na traktorze, a alkohol lał się litrami. Niestety, wtedy nastąpiła wspomniana już wymiana młodzieżowców. Dostawałem propozycje z III ligi podlaskiej, ale postanowiłem wrócić na Mazowsze. Testy w Grodzisku Mazowieckim zaproponował mi Tomasz Matuszewski i jak się okazało, był to bardzo zły wybór. Chciałbym przestrzec innych zawodników, bo z tego, co mi wiadomo, ten trener słynie z przetrzymywania graczy do ostatniej chwili, a potem kopnięcia w dupę. To było mega niepoważne i za to mam ogromny żal.

laska3

– Rozmawialiście o tym?

– Nie, nie było okazji. Spotkaliśmy się na jednym stadionie, gdy graliśmy przeciwko sobie sparing i wypadłem bardzo dobrze. Robiłem jednak wszystko, żeby mu nawet nie podać ręki. Zrobił mi dużą krzywdę, zablokował wszystkie możliwości i wylądowałem w Bzurze.

– Emil Kot stwierdził, że rozmowy z tobą na temat ewentualnych klubów i pomysłów na przyszłość są bardzo ciężkie. Podobno odrzucałeś sporo propozycji.

– Dostawałem oferty z VI ligi szwedzkiej, a to nie był specjalnie atrakcyjny dla mnie kierunek. Trener Kot pokładał we mnie spore nadzieje i trochę nie rozumiem jego słów. Wydaje mi się, że ma do mnie żal, że przestałem grać w piłkę. Pewnych genetycznych ograniczeń związanych z motoryką nie byłem jednak w stanie przeskoczyć. Trenerowi Emilowi dużo zawdzięczam, ale czuję, że nieco zmienił do mnie nastawienie, gdy odmówiłem gry w Romincie Gołdap, na którą mnie namawiał. Nie uśmiechało mi się wyjeżdżać 400 kilometrów od domu, żeby znów grać w tej samej lidze, z której awansowałem z Olimpią.

– Czyli w znalezieniu klubu agencja menedżerska, która miała ci pomóc, nie zdała egzaminu?

– Kurwa, miałem już o tym nie mówić… Po powrocie na Mazowsze szukałem wsparcia, odezwałem się do New Sport Star. Spotkaliśmy się, omówiliśmy pewne kwestie, wizję przyszłości. Obiecali mi pomóc znaleźć klub na poziomie II ligi. Nie był to cel nieosiągalny – byłem przecież młodzieżowcem, który miał już na koncie dwa awanse, i to nie w byle jakich klubach. Potem jednak wyszło, jak wyszło. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że było dość późno i agencja nie miała za wiele czasu na znalezienie klubu. Zimą stworzyli mi możliwość testów w Pelikanie Łowicz, ale już byłem zniechęcony, zniesmaczony i odpuściłem.

– Piłka nożna cię aż tak zmęczyła? Brakowało w niej profesjonalizmu?

– Od dziecka. Zaczynało się od tego, że po treningu jako 12-13-latkowie otwieraliśmy Pepsi i jechaliśmy do McDonalds’a. I tak sięgało to po seniorów. W jednym z klubów zostałem dłużej w szatni, bo zaczynałem jako rezerwowy. Nagle zobaczyłem trzech kolegów, którzy rąbnęli po dwa browary pod prysznicem i wyszli na boisko zagrać mecz. Inna historia – wracając z jednego meczu zajechaliśmy na obiad. Ktoś nagle wyciągnął blanta i zapaliliśmy na lepszy apetyt. Niezbyt mądra decyzja, ale czasami człowiek ma już dość, nie może cały czas funkcjonować jak robot.

– Dziś powoli dążysz do wywalczenia kwalifikacji trenera przygotowania motorycznego. Skąd taki pomysł?

– W wielu klubach wiedza trenerów na ten temat jest znikoma, sam zacząłem nad tym pracować, właściwie na własną rękę, dopiero mając 20 lat. Chciałbym zatem pomóc młodym zawodnikom poprawić ten element, dać im to, czego zabrakło mnie, stąd moja decyzja.

– Gdzie widzisz siebie za kilka lat?

– W październiku rozpoczynam studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, bo to jeden z warunków do uzyskania niezbędnych uprawnień. Zacząłem już kurs trenera personalnego, żeby poznać podstawy. Nie chcę tracić czasu, zacząłem działać od razu po porzuceniu futbolu. Znów mam bardzo dużą motywację do działania i na pewno z tej drogi nie zejdę.

Emil Kopański

Śledź na Twitterze

Tomasz Obrępalski

Śledź na Twitterze

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s