Jakub Bednaruk: – W mojej szatni nigdy nie widziałem torebki Vuittona

bednaruk

– U nas zarobki nie są złe, choć mniejsze od piłkarskich, ale nie widziałem w szatni torebki Louis Vuitton. Delikwent z takim gadżetem nie wszedłby do środka, bo byśmy go zjedli – powiedział trener siatkarzy Politechniki Warszawa, Jakub Bednaruk. W rozmowie z gramybezbramkarza.pl opowiada między innymi o sprawach związanych z piłką nożną: o tym, dlaczego wkurza go Termalica, rozmowie z prezesem Piasta czy zakończonej sukcesem akcji #UwolnićMaćka.

– Wróciłeś niedawno z mistrzostw świata juniorów w Meksyku. Ich rezultat trudno uznać za wymarzony. Czujesz duży niedosyt?

– Ironia losu polega na tym, że łącznie z kwalifikacjami wygraliśmy dziewięć meczów, przegrywając dwa i zajęliśmy dopiero dziewiąte miejsce. Ulegliśmy dwóm najsilniejszym zespołom, ale nie ma to żadnego znaczenia, na to nikt nie patrzy. W świat poszedł wynik i nie ma co ukrywać, że jesteśmy zawiedzeni. Czasu nie cofniemy.

– Duże znaczenie miał brak Artura Szalpuka, którego do kadry powołał Stephane Antiga?

– Pewnie tak, ale nie ma sensu płakać i gdybać. Tak wyszło. Nie mam prawa odczuwać żalu, każdy trener myśli o swoim zespole i wiadomo, że gdy w grę wchodzi pierwsza reprezentacja, ambicje juniorów muszą nieco zejść na dalszy plan. Kadry młodzieżowe są po to, aby w ostatecznym rozrachunku dostarczać graczy i zasilać tę najważniejszą drużynę. Proste, że wolałbym grać z Arturem w składzie, niż bez niego, ale taka jest hierarchia.

– Uchodzisz za specjalistę od pracy z młodzieżą. Wypromowałeś sporą liczbę zawodników, dając im szansę regularnej gry w młodym wieku. Myślisz, że dlatego właśnie Tobie powierzono kadrę juniorów?

– To opinia nieco na wyrost. Do nas trafiają najlepsi juniorzy z całej Polski, dostajemy materiał do ostatecznego szlifowania. Oczywiście, miło słuchać o sobie takich rzeczy, podkręca to trochę, ale to jest nieprawda. Większość z tych chłopaków przez trzy lata pracuje w Spale. Wychodzą z tej szkoły z technicznymi podstawami. Trochę to sprawia problemu, bo wiadomo, jak jest po trzech latach w lesie, gdy trafia się do Warszawy – wszystko dzieje się wtedy za szybko (śmiech). W siatkówce jest o tyle łatwiej, że nie ma spadków z ligi, mogę postawić sobie na młodych i doglądać ich rozwoju. To też duży handicap. Inna sprawa, że w moim sporcie nie da się zarobić kasy na wypromowaniu młodego gracza, więc wszystko odbywa się na zdrowych zasadach. Tutaj za postawienie na młodziana, który zrobi karierę, można otrzymać oklaski i liczyć na to, że zawodnik kiedyś przyjdzie i podziękuje. W grę wchodzi wyłącznie satysfakcja.

– Powszechnie znanym faktem jest informacja, że Jakub Bednaruk bardzo żywo interesuje się futbolem. Jaka jest różnica pomiędzy trenerem piłkarskim a siatkarskim?

– Niewielka. Nie znam co prawda dokładnego systemu pracy w piłce nożnej, bo poza moim stażem u Janka Urbana w Legii Warszawa nie obserwuję treningów piłkarskich, ale mogę powiedzieć z całą pewnością, że cechy charakteru szkoleniowcy w obu dyscyplinach muszą mieć właściwie takie same. Prowadzę wiele rozmów z ludźmi znajdującymi się bardzo blisko lub pracującymi w futbolu i znam sporo problemów, które trapią to środowisko.

– Gdzie są najważniejsze problemy?

– Nie wiem i nie mam zamiaru się mądrzyć. Pojadę Probierzem i powiem, że w infrastrukturze i może trochę w  mentalności. W siatkówce zawodnicy są skoncentrowani przede wszystkim na ciężkiej pracy. Dlatego też do mojego zespołu trafiają często ludzie, którzy w innym klubie zapewne dostaliby większe pieniądze, ale nie mieliby gwarancji gry, ciągłego rozwoju. Z tego, co wiem, problem pojawia się wśród dziewcząt, młodzieżowych reprezentantek Polski, które coraz częściej wybierają wyższe pieniądze. W siatkówce męskiej wygląda to inaczej. Spójrzmy na kadetów, którzy wywalczyli mistrzostwo świata. Mimo, że żaden z nich na razie nie dałby sobie rady w podstawowych składach drużyn Plus Ligi, duża grupa na pewno znalazłaby zainteresowane kluby za całkiem niezłe pieniądze. Nikt z tej ekipy nie zdecydował się na taki ruch. Wolą grać w Spale, na poziomie I ligi. Tak samo jest w Politechnice – być może inne kluby zapłacą zawodnikowi więcej, ale będzie stał w kwadracie. Tymczasem gra w wieku 18-19 lat jest cholernie ważna. Możesz przez pół roku grać mniej, żeby przystosować się do realiów, mentalnie, fizycznie, bo to bardzo duży przeskok, ale w końcu trzeba zacząć wychodzić na parkiet. Siatkarze przyswajają profesjonalizm – po dotarciu do domu nie rozwalają się przed telewizorem, tylko rozciągają mięśnie, potem chłodzą organizm. Z tego, co wiem, w futbolu też zaczyna to iść w dobrym kierunku, świadomość młodych graczy jest coraz większa. Już nie uciekają po treningu, coraz rzadziej spędzają wolny czas w legendarnych galeriach handlowych. Obserwuję młodych piłkarzy i dostrzegam progres, to, że mają pomysł na siebie. Widzą, że najważniejszy jest ich rozwój, że walczą o swoje kariery w przyszłości, a nie tylko o dobry kontrakt tu i teraz.

– Spora liczba piłkarzy decyduje się jednak na wyjazd w młodym wieku i szybko ginie, nie dając sobie rady na Zachodzie.

– Poruszałem ten temat w rozmowach z wieloma ludźmi, pytałem o to choćby trenera przygotowania fizycznego, Remigiusza Rzepkę, ale i Czarka Kucharskiego, który często szybko wysyła swoich zawodników za granicę. Doszliśmy do wniosku, że nie ma reguły, granicy. Każdą sprawę trzeba traktować indywidualnie. Pojawia się pytanie, czy zawodnik jest w stanie wytrzymać bez mamy, bez niedzielnych obiadków, czy sam sobie poradzi, czy jest skoncentrowany na rozwoju czy też na zarabianiu pieniędzy… Z polskiej ligi trzeba uciekać po dwóch-trzech dobrych sezonach. Jeżeli jednak gracz kopnął piłkę cztery razy w dobrym kierunku i to wszystko, musi się gruntownie zastanowić. Złotego środka nie ma.

– Łatwiej w życiu mają trenerzy piłkarscy czy siatkarscy?

– Kluby piłkarskie są ogromnymi przedsiębiorstwami. Trener musi ogarnąć pracę mnóstwa ludzi, zdecydowanie większej grupy, niż szkoleniowiec w siatkówce. Mimo to, niezależnie od dyscypliny sportu, trener musi mieć te same cechy. W futbolu jest ciężej po względem presji – na treningu jest kilkunastu albo kilkudziesięciu dziennikarzy, każdy chce coś dla siebie wyciągnąć, zdobyć informacje. Trener musi nad tym zapanować. Ja bardzo rzadko widzę jakiegokolwiek dziennikarza, a jeśli już przyjdzie, na pewno go nie wyproszę, bo mi nie przeszkadza, przynajmniej dopóki nie wejdzie mi na parkiet.

– I chyba mentalność samych graczy jest zdecydowanie inna. Także ze względu na pieniądze.

– W Politechnice pracuję już od pięciu lat. W tym czasie żaden z zawodników nie kupił sobie nowego auta. Mamy tylko chłopaka, który miał ośmioletni samochód i zmienił go na sześcioletni. U nas zarobki nie są złe, choć mniejsze od piłkarskich, ale nie widziałem w szatni torebki Louis Vuitton. Delikwent z takim gadżetem nie wszedłby do środka, bo byśmy go zjedli. Nie widuję fikuśnych ubrań, u nas coś takiego nie funkcjonuje. Nie mam z tym jednak problemu – jeśli ktoś dobrze gra, niech się ubiera jak chce, mam to w dupie. Prosta zasada – jeśli  i zdobywasz 30 bramek w sezonie, to nikogo nie interesuje twój sportowy luksusowy samochód, torebeczki, czy płaszcze w krowie łaty . Ale nie moja sprawa, kto czym jeździ i jak się ubiera. Pieniądze należą do zawodnika i to, jak je wyda, jest wyłącznie jego decyzją. Muszę się jednak zgodzić, że siatkarze często inaczej dysponują swoimi funduszami. Inna bajka, że młodzi siatkarze, którzy jeszcze nic nie udowodnili, nie są rozpieszczani finansowo.

– Panuje też opinia, że siatkarz często potrafi gładko się wypowiedzieć, a piłkarz ma problem ze skleceniem trzech zdań. Jak myślisz, gdzie są tego powody?

– Nie do końca się z tym zgadzam. Piłkarze jako grupa zawodowa często dostają po głowie za kilka jednostek mniej rozgarniętych. W ekstraklasie mamy 16 zespołów, pomnóżmy to przez 24 zawodników w kadrze. Jak w każdej tak licznej grupie znajdą się osoby, które nie potrafią się wysłowić, a potem rzutuje to na wszystkich. Poza tym sugerujemy się tym co piłkarz powie w przerwie meczu gdy jeszcze oddechu nie może złapać Ja najczęściej poznaję piłkarzy którzy już nie grają, i najczęściej tych bystrych.  W tym temacie mam o nich bardzo dobre zdanie. Gdy poznałem Tomka Łapińskiego byłem zaskoczony, jak bardzo jest otwarty na świat, jakie ma poglądy. Nie siedzę w futbolu na co dzień ale uważam, że wiele powszechnych opinii jest bardzo krzywdzących.

– Czemu trenerzy siatkarscy mają większy spokój i komfort pracy, niż ci w piłce nożnej?

– Bo w piłce nożnej przy klubie prezentującym jakikolwiek wyższy poziom sportowy kręci się kilkunastu agentów ,doradców, dziennikarzy i każdy chce wiedzieć jak najwięcej, właściwie wejść do szatni. Potem jeden coś chlapnie, drugi nie dopowie, trzeci przeinaczy fakty, czwarty będzie fatalny. Każdy ma jakiś interes, a trener musi nad tym wszystkim zapanować . Ja mam z tym pełen luz. Na treningach praktycznie nie widuje agentów czy dziennikarzy

– Interesujesz się polską ekstraklasą, grasz nawet w gry typu Ustaw Ligę. Sezon zaczął się od kilku niespodzianek.

– Aj, wkurza mnie na przykład Termalica Bruk-Bet Nieciecza, bo w ostatniej kolejce miałem  stamtąd trzech zawodników, a padł tylko remis (śmiech).  Co do Lecha Poznań, jestem zszokowany. To, co się z tym zespołem dzieje, jest niewytłumaczalne w żadnym innym sporcie. Nie wyobrażam sobie, żeby na przykład w siatkówce mistrz Polski po dwóch miesiącach przerwy zaczął wszystko przegrywać. Kurczę, w meczu z Cracovią nie zdążyłem nawet dwóch pierwszych bramek zobaczyć! Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć, to materiał na pracę doktorską. Jedni się z tej sytuacji cieszą, bo to dla nich zabawne, drudzy się martwią, bo dla nich to już mniej śmieszne, ale jak coś takiego zrozumieć? Dla mnie to przede wszystkim ciekawe. Legia Warszawa jakoś tam sobie napstryka punktów i dobije do czołówki, ale w Poznaniu już jest bardzo nerwowo. Zawodnicy Lecha znajdują się pod taką presją, że są pogubieni, nie wiedzą, którą nogą kopnąć piłkę, a przecież umiejętności w jednej chwili nie stracili. To, co w kilku sytuacjach w meczu z Cracovią zrobił Maciej Gostomski, nie przytrafia się nawet na podwórku. A to przecież bardzo dobry bramkarz, miałem go nawet w Ustaw Ligę, ale go zaraz sprzedałem (śmiech). Chciałbym poznać genezę takiej sytuacji, bo dużo łatwiej wytłumaczyć dobrą postawę słabszej wcześniej drużyny, niż odwrotnie.

– Brak zwolnienia Macieja Skorży jest oznaką nadchodzącej normalności?

– Może jeszcze w Lechu chcą znaleźć przyczynę tej sytuacji i nie decydują się na radykalne posunięcia. Przecież w gruncie rzeczy to piłkarze wychodzą na boisko, a nie trener. Zbigniew Boniek powiedział kiedyś, że żaden trener mu po prostu nie przeszkadzał. Nie pomagał, ale też nie utrudniał.

– Piast Gliwice w końcu spuchnie?

– Niech nie puchnie! Całkiem porządnie ułożona drużyna, harująca na każdym centymetrze boiska. Trafiła na siebie fajna, pewna siebie grupa ludzi. Nie wiem, jak długo wytrzymają, ale miło się na nich patrzy. Życzę im jak najlepiej, bo do tej pory pamiętam rozmowę z prezesem Piasta gdy tłumaczyłem mu jak to z jego budżetem walczę w siatkówce o majstra, a co on może zrobić na tle Legii, czy Lecha. No to teraz pokazuje co można i pewnie jak się spotkamy to mi to wypomni

– Zmiana nastąpiła za to w Legii. Henninga Berga zastępuje Stanisław Czerczesow. To było niezbędne?

– Kurczę, wszyscy straszą tym trenerem, a najbardziej ten strach odbija się chyba w szatni Uwielbiam memy z Czerczesowem i planowanym pierwszym obozie w Nowosybirsku, czy o niedźwiedziu na treningach. Widocznie idee władz klubu i Berga szły w różnych kierunkach.

– Pochodzisz z Bielska-Białej. Za swój klub w ekstraklasie uznajesz Podbeskidzie?

– Nie. Wiadomo, że obserwuję, jak sobie radzą, ale nigdy kibicem tego zespołu nie byłem. Zawsze bliżej było mi do BKS Stal. Trenowałem tam piłkę nożną, gdy Podbeskidzie jako takie jeszcze nie istniało, mój tata był prezesem BKS, mama grała w siatkówkę. Dla mnie to Stal jest prawdziwie bielskim klubem. Owszem, miło, gdy wygrywa drużyna z mojego miasta, ale na pewno nie siedzę przed telewizorem z szalikiem tego klubu. Teraz słyszę nazwę BKS, gdy jestem na Legii. Miłe, sam pamiętam, jak na osiedlu śpiewało się o Zagłębiu Sosnowiec. Szkoda, że rzadko mam okazję bywać na stadionie, ale żona chyba by mnie zabiła. I tak mnie widzi bardzo rzadko, a i to najczęściej gdy siedzę na kanapie i przełączam kolejne kanały w poszukiwaniu meczu.

– Z Legią sympatyzujesz, zaangażowałeś się też w akcję #UwolnićMaćka, która przyniosła pożądany efekt. Czujesz satysfakcję?

– Byłem zaangażowany w takim sensie, że podpisałem poręczenie. Poprosił mnie o to Piotrek Kucza, z którym znamy się od bardzo długiego czasu. Szybko to zrobiłem i przesłałem dokument. Nie mogłem nie zareagować, gdy komuś działa się krzywda. Nigdy nie poznałem Maćka Dobrowolskiego, ale mam nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu moje malutkie wsparcie pomogło. To była chora sytuacja, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Jesteśmy europejskim krajem, to nie jest Korea Północna. Chciałbym, żeby teraz Maciek wywalczył kosmicznie wysokie odszkodowanie. Szkoda, że prokurator nie poniesie konsekwencji, najwyżej na pół roku pogorszy się o nim opinia, a potem wszyscy o tym zapomną.

Rozmawiali Emil Kopański i Tomasz Obrępalski

fot. Paulina Tymińska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s