Paweł Buśkiewicz: – Jak proponują grę za kiełbasę, trzeba dać sobie spokój

buskiewicz-foto

Kibice mogą kojarzyć go z występów w ekstraklasie w barwach Polonii Warszawa, Górnika Zabrze i Korony Kielce oraz transferu do belgijskiego Beveren. Paweł Buśkiewicz, bo o nim mowa, kilka lat temu zniknął jednak z radarów. – Doszedłem do wniosku, że jak nie strzelasz goli w Olimpii Elbląg, to może lepiej już z tym skończyć – powiedział. Zapraszamy do lektury wywiadu z byłym napastnikiem, który po zawieszeniu butów na kołku został… trenerem tenisa.

Wywiad przeprowadziliśmy na kortach stołecznej Varsovii, gdzie Buśkiewicz prowadzi treningi ze swoimi klientami. Tuż obok boiska, na którym kilkanaście lat temu dorastał Robert Lewandowski.

Gdzie jest łatwiej wychować gwiazdę? Tutaj, na korcie, czy obok, na boisku piłkarskim?

Zdecydowanie na boisku. W tenisie jest jeden podstawowy problem. Jeśli zawodnik nie będzie miał sponsora albo bogatych rodziców to nawet, jeśli jest dobry, będzie musiał skończyć z graniem. W wieku piętnastu lat zaczynają się już wyjazdy. Żeby zdobywać punkty do rankingów trzeba jeździć po świecie na turnieje, co tydzień do innego kraju. A na tym się nie zarabia. Nawet, jeśli nastolatek wygra taki turniej, starczy mu co najwyżej tylko na zwrot kosztów podróży. Żeby, przykładowo, osiemnastolatek mógł pograć przez sezon, potrzeba około stu tysięcy dolarów. Tenisista opłaca wszystko sam, a znalezienie sponsora jest w Polsce zdecydowanie trudniejsze niż zagranicą. Popatrzmy na Agnieszkę Radwańską. Gdyby nie bogaty dziadek, pewnie w ogóle by już nie grała. A piłka? Jeśli jesteś dobry, nie musisz wcale mieć bogatych rodziców.

W piłce nożnej przy rozmowach o szkoleniu młodzieży dużo miejsca poświęca się infrastrukturze. Jak jest w tenisie?

Zawsze może być lepiej. Nie mamy, tak jak w Stanach Zjednoczonych, darmowych kortów w parkach, na których każdy może sobie pograć. Są tylko płatne, w klubach. Przez to pewnie mniej ludzi zaczyna grać. Ale infrastruktura nie jest problemem. Tenis, po prostu, nie jest popularny. Żeby po otwarciu Onetu na samej górze pokazało się coś o tenisie, Radwańska musiałaby chyba wygrać Wimbledon. A jak pójdzie plotka, że będą zwalniać Berga – mimo, że to jeszcze nic pewnego – informacja o tym jest dosłownie wszędzie.

Dzieci garną się do gry w tenisa?

Każdy chłopak chce grać w piłkę, ale jeśli rodzice mają coś wspólnego z tenisem, to zapisują dziecko na tenisa. Nie uważam, że to sport elitarny. Kort w ciągu dnia można wynająć nawet za 20 złotych. Na głowę wychodzi dyszka. A z grą jest o tyle łatwiej, że do piłki musisz zebrać co najmniej kilka osób, a tutaj wystarczy jeden kolega. Przychodzisz i dostajesz wszystko – piłeczki, rakietę. Żebyś tylko za kort zapłacił.

Z jakimi kosztami musi liczyć się rodzic zapisujący dziecko na tenisa?

Z takimi samymi jak na kosza, piłkę czy wszystkie inne sporty. Przykład mojej córki, która ma cztery i pół roku. Gra w tenisa raz w tygodniu, wychodzi 120 albo 160 złotych miesięcznie. Chciałem zapisać ją do szkółki piłkarskiej Legii dla dziewczynek, to koszt był większy. Pieniądze zmieniają się, jeśli ktoś chce, żeby jego dziecko uprawiało ten sport zawodowo.

W porządku. Realia już znamy, to teraz zasadnicze pytanie: dlaczego zmieniłeś dyscyplinę sportu?

Z piłką, z różnych względów, skończyłem dość szybko. Przestało mi się chcieć. A w życiu trzeba coś robić. Zwłaszcza, że nie byłem Ronaldo i nie zarobiłem milionów. Tenisa zaszczepił we mnie szwagier. Grałem w wolnych chwilach, patrzyłem jak grają inni i stwierdziłem: przecież ja nie gram źle! Mój kolega, Maciej Domka, trener Uli Radwańskiej, dużo mi pomógł. Podszkolił mnie, skończyłem parę kursów. Mam amerykańską licencję trenerską, mogę uczyć na całym świecie. Mam o tyle łatwiej, że nie grałem w tenisa zawodowo. Gdybym miał teraz uczyć dzieci gry w piłkę, nie umiałbym wytłumaczyć, jak oddać strzał. Musiałbym przecież opowiadać o tym, jak ustawić nogę, jak się odchylić… Na boisku robiło się to z automatu, nie myślało o teorii. Gdybym miał to komuś przekazać, mógłbym to zrobić źle. W tenisie jest mi łatwiej, bo dużo się uczyłem, na początku całe dnie spędzałem na ściankach tenisowych. Poza tym, w piłce nożnej trener, według mnie, w ogóle nie musi umieć grać. W tenisie to nie przejdzie. Uczę wielu dorosłych ludzi, którzy przychodzą na korty po pracy. Trener musi odbić piłkę tak, żeby klient zrobił jeden krok, a nie trzy, bo wtedy już tej piłki nie odbije.

Czyli: do bycia trenerem piłkarskim cię nie ciągnęło?

Nie. Może to dziwne, ale w pewnym momencie powiedziałem koledze: – Ja już nie będę grał w piłkę. Widzę, że piłkarze często mają kłopoty z tym, żeby skończyć z graniem. Idą na siłę do piątej ligi. Nawet Żurawski chyba jeszcze gdzieś kopie?

Tak, w Porońcu Poronin.

Przecież można iść sobie na halę, z kolegami. Nie oceniam innych, ale widać, że ciężko jest przestać i nagle niczego nie robić. Ja codziennie grałem w tenisa i właśnie dlatego było mi łatwiej skończyć z piłką.

Swój ostatni mecz rozegrałeś jako 28-latek. Naprawdę wcześnie.

Myślałem, że miałem już trzydziestkę (śmiech). Skończyłem z dwóch względów. Pierwszy, podstawowy: grałem słabo. Jak się jest w Olimpii Elbląg i nie strzela żadnego gola… Gdzie możesz iść dalej? Do trzeciej ligi? Sorry, ale nie pojadę w Polskę grać za 2-3 tysiące złotych. A drugi powód – to, jak grałem, miało związek z moim zdrowiem. Gdy byłem w Katowicach, przez osiem miesięcy nikt w Europie nie wiedział, co mi jest. I najśmieszniejsze, że do dziś nie wiem, co to było. Nie mogłem zrobić sprintu, z nerwem w mięśniu było chyba coś nie tak. Potem poszedłem do Dolcanu Ząbki, bo był tam trener Moskal, który znał mnie z Katowic. Pierwsze mecze grałem na tabletkach. Oszukiwanie samego siebie, nie masz prawa w takim stanie grać dobrze. Nie byłem zadowolony. Potem jeszcze Elbląg, ale tam kabaret, klub kukułka. Nie byliśmy ułożeni jako drużyna. Doszedłem do wniosku, że jak w Elblągu grasz słabo, to może lepiej już z tym skończyć.

Przynajmniej jesteś szczery.

Potem zadzwonił jeszcze telefon, nie pamiętam już z jakiego klubu. Chyba z Kalisza. Chcieli, żebym przyszedł. – Będziecie mieszkać we czterech, kiełbasę od sponsora dostaniecie. Jak ktoś mi mówi coś takiego, to znaczy, że doszedłem już do takiego poziomu. Stary, jak ktoś proponuje ci kiełbasę za grę w piłkę, to naprawdę trzeba dać sobie spokój.

Inny piłkarz nie miałby odwagi tak postawić sprawy.

Nie chodzi o odwagę. Po prostu lubisz to robić.

Nie ma łatwiejszego życia od bycia piłkarzem.

Dokładnie! Słuchajcie, dopiero teraz to zobaczyłem. Pracuję po osiem godzin dziennie. A wtedy? Dwie godziny i dalej nic! Gdybym taką głowę, jak teraz, miał w wieku 20 lat… Odchodząc z Polonii Warszawa miałem do wyboru dwa kluby: GKS Katowice albo Górnik Zabrze. W Katowicach był jeden napastnik, Krzysztof Gajtkowski. Górnik podpisał wtedy umowę z Interem, który płacił, żeby jego zawodnicy ogrywali się w Zabrzu. Grał Macedończyk, Aco Stojkov, Bułgar Makriew, sami napastnicy. W kadrze było siedmiu napastników. W dodatku Makriew grał nawet przy 40 stopniach gorączki, bo Inter płacił Górnikowi 50 tysięcy, jak zagrał pół meczu. Sam mówił, że się źle czuje, że nie chce, że ma temperaturę, ale kazali mu grać. I ja, młody, właśnie tam poszedłem. Nie chodziło o pieniądze, bo w tamtych czasach nie płacił ani Górnik, ani GKS. Tak doradził mi menedżer, Jarosław Kołakowski. Ale i tak nie powiem na niego złego słowa, bo później ze Świtu Nowy Dwór wytransferował mnie do ekstraklasy do Belgii. Wiadomo, że gdyby nie trafiła tam moja płyta, to nigdy by się o mnie nie dowiedzieli.

Podsumowując, decyzji o szybkim rozstaniu z piłką nie żałujesz?

Nie. Zarabiam teraz więcej, niż zarabiałbym w tym Kaliszu, a kiełbasę mogę sobie kupić za swoje. I lubię to, co robię. W piłkę gram tylko na hali, z kolegami, chociaż też rzadko.

Oglądasz mecze w telewizji?

Bardzo dużo, w przeciwieństwie do czasów, gdy sam jeszcze grałem. Moi rodzice bardzo interesowali się piłką. Mama dzwoniła: – Oglądasz mecz? A ja nie wiedziałem w ogóle, że jest jakiś mecz. W ogóle mnie to nie interesowało. Według mnie piłkarz nie musi się interesować piłką, a zwłaszcza bramkarz. Bramkarze to dla mnie w ogóle nie są piłkarze. Oglądam Legię, bo jej kibicuję i widzę, jak ten Kuciak ma pretensje do całej drużyny. Nie ma prawa, bo sam nie umie kopać piłki.

Miałeś okazję spotkać na swojej drodze kilku ciekawych bramkarzy. W Górniku byli Bartosz Białkowski i Piotr Lech, a w Dolcanie debiutowałeś razem z 19-letnim wówczas Rafałem Leszczyńskim.

Największym wariatem był Piotrek Lech, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Miał prawie 40 lat, a pierwszy wychodził na trening, najwięcej się rzucał. Gdy trenował razem z Bartkiem Białkowskim, można było odnieść wrażenie, że to Bartek ma 40 lat, a Piotrek 20. Wiadomo, że nie prowadził się najlepiej, ale skoro na treningu ruszał się dwa razy więcej niż wszyscy, to co za różnica, czy wczoraj się napił? Pamiętam, że na stadion Górnika wjeżdżało się przez bramę. Połowa zawsze była zamknięta, a połowa otwarta, tak, żeby zmieścił się jeden samochód. Jak ktoś chciał wjechać, Piotrek zawsze próbował go wyprzedzić i zmieścić się w tę połówkę bramy przed nim. Jakby wyprzedzana osoba nie zahamowała, to byłby koniec (śmiech). Przez skrzyżowania też zasuwał na czerwonym. A Rafał Leszczyński? Nie znam się na bramkarzach. Talent chyba miał, ale pracy było u niego dużo za mało. Nie wiem, czy to się zmieniło, czy nie. Według mnie będzie miał ciężko gdzieś, gdzie będzie rywalizacja. Chyba, że się zmienił.

Młodemu piłkarzowi łatwiej wybić się teraz czy 10-15 lat temu?

Wtedy było trudniej. Teraz wystarczy, żebyś dobrze grał. Nawet jak nie weźmie cię jeden klub, pójdziesz do innego. Ja miałem dużo szczęścia. Grałem w juniorach w rok starszej drużynie, rocznik 1982. Super zespół, ale był jeden problem. Seniorzy Polonii zdobyli wtedy mistrzostwo Polski i juniorów nikt nie chciał. Porozchodzili się po niższych ligach, poginęli. Ja miałem jeszcze przed sobą sezon gry w juniorach. Rok później Polonia była już biedna, nie było komu grać, więc trener Chrobak wziął trzech młodych na ławkę. Dzięki temu mogłem w ogóle w jakikolwiek sposób zaistnieć w dorosłej piłce. Nie dlatego, że byłem dobry. Gdybym był rok starszy, pewnie nigdy nie grałbym w seniorach. Pamiętam swój debiut, wszedłem na dziesięć minut. W Polonii grał wtedy Paweł Kaczorowski i było słychać tylko: kurwa, to, kurwa, tamto! Człowiek wszystkiego się bał. Młody zawodnik musiał być o wiele mocniejszy psychicznie niż teraz.

Swojego pierwszego gola w ekstraklasie jako zawodnik Górnika strzeliłeś właśnie Polonii.

Wszedłem wtedy z ławki rezerwowych, a przed wejściem na boisko musiałem nałykać się proszków, żebym w ogóle mógł się ruszać. Miałem wtedy przepuklinę. Zrobili mi USG, wszystko było niby w porządku, więc trener Fornalik stwierdził, że jestem zdrowy i mam trenować. Co z tego, że nie mogłem nawet truchtać. Nieważne, trzeba było biegać. Słyszałem tylko: – Nic ci nie jest, oszukujesz!

Na pocieszenie dostałeś przynajmniej koguta.

Oddałem go Felipe, Brazylijczykowi. Zrobił sobie rosół. W Zabrzu nie było pieniędzy, więc trzeba było żyć z kogutów (śmiech).

Ty zostałeś trenerem tenisa, a dwójka kolegów z ówczesnego Górnika – Kazimierz Moskal i Michał Probierz – pracuje w ekstraklasie.

Mam nadzieję, że Kazio będzie dalej pracował w Wiśle, bo podoba mi się jej gra. Nie mają szczęścia. Można było się spodziewać, że pójdą w trenerkę, było widać, że to przywódcy. Zresztą Michał już wtedy był pomocnikiem trenera Fornalika. Pamiętam, że przed meczem z Polonią, o którym rozmawialiśmy, to właśnie on mnie rozgrzewał.

W ekstraklasie po raz ostatni postawił na ciebie Marek Motyka. W Koronie szału jednak nie było: 10 meczów, bez goli.

Za każdym razem, kiedy trafiałem do ekstraklasy, brakowało bramek. W Koronie miałem sytuacje, nic nie strzeliłem, a wiadomo, jak jest z napastnikiem. Jak nie postrzelasz trochę na początku, to za pół roku możesz się już pakować. Trener Motyka to dobry człowiek, ale nie potrafił utrzymać szatni. Brakowało dyscypliny. Piłkarzom nie można pozwolić na zbyt wiele, bo to wyczują. Co z tego, że na przykład trener Stawowy robił fajne treningi, skoro nie przekładało się to na wyniki. Może trzeba robić fikołki? Piłkarze Śląska narzekali na Lenczyka, a gdyby nie on, nigdy nie byliby mistrzami Polski. Każdy piłkarz chciałby mieć lekki trening, pokopać sobie, zagrać gierkę i iść do domu.

Miałeś już okazję zmierzyć się na korcie z którymś z kolegów z boiska?

Czasami gram z Patrykiem Aleksandrowiczem, który grał wiele lat w Grecji. Piłkarze raczej nie grają za dobrze w tenisa. Widziałem w Canal+ Michała Probierza na korcie. Mówili, że niby dobrze gra.

Ograłbyś go?

Lewą ręką (śmiech). Gram już na innym poziomie niż amatorski.

ROZMAWIALI EMIL KOPAŃSKI, TOMASZ OBRĘPALSKI i MATEUSZ SOKOŁOWSKI

Reklamy

2 comments

    1. Klub kukułka ,ale dyszke dostawałes .A bramke strzeliłes ,na pewno w PP przeciwko Warcie Poznań z karnego i chyba w Polkowicach.Tak czy inaczej ,było dramatycznie 😉 Fajny wywiad. Powodzenia na korcie.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s