Marek Papszun: – Nieprzygotowany piłkarz? Leń i nierób, który chce się wymigać

Z warszawską piłką nożną związany przez całe życie. Przez kilka lat w pojedynkę prowadził jedyny na Białołęce – prawie stutysięcznej dzielnicy – klub piłkarski. Dzisiaj trenuje trzecioligową drużynę Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Marek Papszun w pierwszej rozmowie nowego cyklu „Local Heroes” opowiada m.in. o epidemii i nagłej fali uzdrowień w prowadzonej przez siebie drużynie, panu z harcerstwa prowadzącym treningi, zmarnowanym potencjale brata Rafała Wolskiego oraz o talentach, które w ostatnim czasie wypłynęły z okolic Warszawy.

– Na Białołęce do tej pory nie ma ogólnodostępnego, pełnowymiarowego boiska – mówi Papszun, który w 2004 roku podjął się ratowania jedynego w dzielnicy klubu piłkarskiego. – Klub funkcjonował przy zakładzie, który zatrudniał ponad 2 tysiące osób. Polfa zostawiła wszystko z dnia na dzień. Ja, jako trener dwóch roczników, skrzyknąłem rodziców i przejęliśmy to, zakładając swój prywatny klub, na zasadzie społecznej działalności. Ciągnęliśmy tak przez 5 lat, ale nie było żadnych perspektyw na przyszłość i wszystko się posypało.

Zobaczcie, że sport jest w małych miejscowościach. Legionowo – piłka nożna, ręczna, siatkówka. Pruszków – to samo. A w Warszawie? Spójrzmy na to, kto finansuje dzisiaj sport w Polsce. Samorządy. A w polityce wszystko przekłada się na liczbę głosów. W mniejszych miejscowościach, jak Nowy Dwór Mazowiecki, tysiąc czy 2 tysiące osób zainteresowanych sportem to duża liczba potencjalnych wyborców. I na to muszą być pieniądze, bo tych ludzi trzeba zadowolić. W Warszawie nikogo to nie interesuje, bo ile osób – w stosunku do ogólnej liczby ludności – będzie naciskało na sport?

Przypomina pan sobie największe absurdy, z którymi zetknął się prowadząc Polfę przekształconą w SS Białołęka?

Ja robiłem tutaj wszystko poza sprawami księgowymi. Trenowanie, magazyn, sprzątanie, pranie, koszenie trawy, podlewanie boiska. Mieszkam blisko, więc podjeżdżałem na rowerze i przestawiałem zraszacze. Boisko mieliśmy w stanie idealnym, jedno z najlepszych na Mazowszu. A robiliśmy to za darmo! Poruszyliśmy wszystko i w pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że niczego się tutaj nie zrobi. Nie było zainteresowania ludzi, władz. Trzeba było odejść.

Łatwo było się zniechęcić pracując w takich warunkach?

Nie, właśnie nie! Jeżeli ktoś kocha piłkę, pracuje bez względu na to, gdzie jest. Czy zarabiasz złotówkę, czy milion, musisz być tak samo zaangażowany. Jeśli nie, to tego nie rób. A przynajmniej nie bierz za to pieniędzy. W mojej drużynie, w Świcie, mam teraz Piotrka Gurzędę, który grał w Rosji w barażach o ekstraklasę. Można sobie wyobrazić, jakie pieniądze tam dostawał. Teraz gra w Nowym Dworze Mazowieckim za 10 czy 15 razy mniej, a podchodzi do swoich obowiązków tak samo. Takich ludzi trzeba brać.

Zdarzają się również przeciwieństwa. Zna pan piłkarzy, którzy zapowiadali się świetnie, ale w zrobieniu kariery przeszkodziła im własna głowa?

Jest sporo niezależnych czynników i nie zawsze chodzi o to, że głowa „nie dojeżdża”. Mateusz Sołtys. Chłopak, który ma problemy z funkcjonowaniem w meczu. Na treningu robił cuda, a przychodził mecz i koniec. Hubert Kosim, który w Targówku, w okręgówce, strzelił 30-ileś bramek. Trafił do Polonii Warszawa, do Libora Pali, który go zamordował. Koniec, po zawodniku. Później miał jeszcze kontuzję barku. Przykład pecha i tego, że nie trafił tam gdzie trzeba. Z kolei Grzegorz Wojdyga to idealny przykład dobrej pracy. Kompletnie bez talentu, a zobaczcie, ile ma występów na poziomie pierwszej ligi. Do piłki zero. Zero! Na początku grał w ataku i zamiast do bramki, biegł na chorągiewkę. Jest lewonożny, więc jak miał obrońcę z prawej strony, to co mógł zrobić? Uciekał do chorągiewki. Później został obrońcą, bo jak nie masz talentu, możesz grać tylko w obronie.

Jako trener spotkałem się również z sytuacją, kiedy zawodnicy przynosili zwolnienia lekarskie i nie pojawiali się w ogóle w klubie. Panowały straszne epidemie. Dziwnym trafem chorowali ciągle ci sami. Ja powiedziałem od razu: u mnie nie ma zwolnień, bo tylko ja was mogę zwolnić. A zaświadczenie od lekarza to i ja mogę sobie napisać. Pierwszy tydzień – SMS od zawodnika: jestem chory. Nie było go z pięć dni. Później przyjechał, wezwałem go na rozmowę i dostał karę. Przez pół roku – zero chorób w całej drużynie. Staram się pozbywać takich zawodników.

papszun

fot. mksswit.pl

Pracował pan z Adamem Czerkasem, który nie ma dobrej opinii.

Są zawodnicy, którzy wyłamują się z szablonów. To indywidualiści. Trzeba ich traktować troszeczkę inaczej, uginając się w pewnych sprawach. I wiedzieć o jednej rzeczy. Jeżeli trener porozumie się z takim piłkarzem, on odda później dwa razy więcej na boisku.

Czerkas oddawał?

Oczywiście! Najlepszy okres miał u mnie, w Legionowie. Mówiło się, że nie trenował. Bzdury! On trenował, tylko indywidualnie.

Kiedy grał w Polonii, nieobecności na treningach były wobec niego głównym zarzutem.

Bo w Polonii nie trenował. Miał inny układ. Ktoś się zgodził na to, żeby trenował 3 razy w tygodniu. U mnie nie było przyzwolenia, żeby nie przyjeżdżał na treningi. Przyjeżdżał, ale ćwiczył indywidualnie. Wrzucając go do jednego worka i traktując jak innych zawodników, nie mielibyśmy z niego żadnego pożytku w meczu.

Jak obecność takiego zawodnika wpływa na resztę drużyny, która trenuje codziennie na sto procent?

Innych to nie interesuje.

Nie było żadnego problemu?

Nie było i nigdy nie będzie. Jeżeli zawodnik robi różnicę, to dla kolegów on może w ogóle nie trenować.

Niedawno trafił do Rozwoju Katowice, wracając po pięciu latach przerwy na zaplecze ekstraklasy. Zaskoczenie?

Raczej żal, bo byliśmy już dogadani. Miał grać u mnie, w Świcie. Szkoda, bo mielibyśmy najlepszą parę napastników w lidze. Ale trudno w jakiś sposób konkurować z pierwszą ligą. Dziwiłem się, że nikt z Mazowsza go nie wziął. Na przykład Dolcan bez napastnika. Może dlatego, że Adam nie ma dobrej opinii. To niesprawiedliwe, bo często wypowiadają się ci, którzy go dobrze nie znają.

W Dolcanie byłby lepszy od Daniela Gołębiewskiego i Marcina Krzywickiego?

Zdecydowanie. Oczywiście, jeśli byłby przygotowany.

Nie po drodze było panu z kolei z Pawłem Wolskim, bratem Rafała.

Nie lubię zawodników, którzy są leniwi. Paweł w pewnym momencie był gdzieś indziej, ale wiem, że teraz się odbudował i zmienił podejście do życia. Miał umiejętności, z którymi poradziłby sobie na najwyższym poziomie. Potencjał taki sam jak u brata.

Gdzie się zgubił?

W Warszawie, proste. Ilu takich było? Ja nigdy nie widziałem go na treningu indywidualnym ani w siłowni. I dlatego jest tam, gdzie jest. A jeżeli chodzi o umiejętności – wystarczy zobaczyć jego bramki. Tak nietuzinkowych zawodników jest w Polsce bardzo mało. W całej Polsce! Ale co z tego…

Skąd w prowadzonej przez pana Legionovii Legionowo wziął się Taras Romanczuk, dzisiaj piłkarz Jagiellonii Białystok?

Legionowo ma podpisaną umowę partnerską z Kowlem na Ukrainie. Złapali kontakt z klubem. Przyjeżdżały tutaj dzieci z Ukrainy, nasze jeździły tam. Na tej zasadzie ktoś przywiózł Tarasa.

Przypadkowo.

Dużo rzeczy dzieje się przypadkowo, a jeśli chodzi o transfery, to już w ogóle. Przyjechał i został. Chłopak znikąd, za darmo. Rozwijał się w nieprawdopodobnym tempie, z tygodnia na tydzień. Dlatego jest tam, gdzie jest. Teraz mam u siebie drugiego Ukraińca, Jewhena Radionowa. Oni są ukierunkowani na cel. Wiedzą, że to dla nich życie. Nie ma alternatywy. A nasi, to co tam. Siedzi u matki, żyć mu da, nagotuje, upierze. Rąbią w te gierki i już. A co zrobi taki Ukrainiec, jak nie będzie grał? Do czego wróci? Walczą, biegają, do upadłego. Polaków trzeba mobilizować, a tamtych stopować.

Taras, kiedy pojechał do Jagiellonii, nie wytrzymał na początku ciśnienia. Już chciał stamtąd wiać. Mówił, że pakuje się i wraca. Musiałem do niego wydzwaniać. Przekonałem go: człowieku, dziś jesteś dwudziesty trzeci – jak zwykle przedstawiłem mu najmniej optymistyczną wersję, za 2 miesiące będziesz w osiemnastce, a za pół roku zagrasz. A on? Zagrał już w 3. kolejce. Teraz mówi: – Trenerze, tutaj z Legionowa to z połowa by sobie spokojnie poradziła.

Wystarczy popatrzeć na innych zawodników: Góralski, Sekulski… Gdzie był Sekulski? Stalowa Wola, poszedł tam, bo nikt go nie chciał wziąć. I zrobił tam króla strzelców. Probierz ma w Jagiellonii taką pozycję, że może wpuścić kogo chce. Ale inny trener… Obcokrajowiec nie da ci szansy. Polak, który dopiero wchodzi do trenerki, będzie się bał i postawi na doświadczonego, bo przegra 2-3 mecze i już go nie będzie. Jak już wejdziesz na pewien poziom, ciężko z niego spaść. Tak samo jest z trenerami. Jak nie spieprzysz czegoś koncertowo, to się trzymasz.

Taras dobrze zrobił, bo jakby jednak się złamał i wrócił do Legionowa, to już by się z drugiej ligi nie wydostał. Z Ekstraklasy do pierwszej ligi zejść bardzo łatwo, z drugiej do pierwszej – bardzo trudno. Musisz mieć dobrą rundę.

Tak jak Szymon Lewicki, który trafił latem z Legionovii do Zawiszy Bydgoszcz?

On akurat dorósł mentalnie. Swego czasu z niego zrezygnowałem, bo był dla mnie zawodnikiem bez charakteru. Bał się rywalizacji. Strzelił 4 gole przez pół roku i mówi do mnie, że mu się należy gra. Później poszedł do Dolcanu, ale nie grał tam w ogóle i chyba to go trochę nauczyło. Wrócił do Legionowa i zaskoczył. Miał bardzo dobry sezon, poszedł wyżej.

Utrzyma się? Początek ma niezły: 6 meczów, 4 bramki.

Kurczę, niesamowite. Musi mieć zaufanie, bo jak się go odstawi po dwóch meczach, to już go nie będzie. Ale mam nadzieję, że jak usiądzie to nie będzie kręcił nosem, tylko weźmie się mocniej do roboty. A stać go na to, żeby być królem strzelców w pierwszej lidze. Zwłaszcza, że gra w dobrej drużynie. Jest wyśmienity w powietrzu, pod tym względem jeden z lepszych w Polsce. Zabójca w polu karnym.

Inny ciekawy przypadek to Antonio Calderon. 30-letni Hiszpan z niższych lig, który trafia do Legionovii, a po chwili ląduje w I lidze: Arce, Pogoni Siedlce i teraz w Dolcanie.

A był jeszcze blisko Jagiellonii, miał wejść za Quintanę.

To wymiernik różnicy między polską piłką a hiszpańską?

To nie był przypadkowy zawodnik. Mając 16 lat był w pierwszej drużynie w Maladze, ale zerwał więzadła. Ta kontuzja go wyhamowała. Nie jest mega piłkarzem, ale oni, południowcy, mają tę przewagę, że kochają piłkę. Nie było czegoś takiego, że nie wyszedł do grania. Zawsze dawał jakąś alternatywę, w każdej akcji. Cały czas chciał mieć piłkę przy nodze, żeby wszystko szło przez niego. W każdej gierce na treningu było zawsze: – Daj, daj, daj!

Zmieniając temat: jak wspomina pan pojedynki z Piotrem Rockim w czasach juniorskich? Jesteście przecież rówieśnikami.

On grał w Polonezie, na Bródnie, ja w Polfie. On i Wojtek Kowalczyk. Od początku było widać, że to są piłkarze. Zaszliby dużo wyżej, gdyby byli mądrzejsi. Co oni tu wyprawiali, jak byli młodzi… Nie jest tajemnicą, jak się prowadzili. Rocki dopiero w Wodzisławiu stał się profesjonalistą. Ożenił się, dlatego jeszcze grał przez tyle lat.

I nadal gra.

Gdzie?

W Radzionkowie.

Kto by pomyślał! Ale od Wodzisławia ścisła dieta, zero alkoholu. Jak był młody to wyprawiał cuda.

Była jakaś wspólna impreza?

Nie, ja ich nie znałem osobiście. Graliśmy tylko przeciwko sobie. Nie do zatrzymania.

Czego zabrakło u pana, żeby wybić się na wyższy poziom?

Żebym ja miał wtedy dzisiejszą głowę, to grałbym na pewno. Swego czasu byłem dosyć mocno testowany przez Polonię Warszawa, w ekstraklasie, jak Stefan Majewski był trenerem. Kurczę, nie było szału. Nie byłem tym wystraszony. To nie był wcale poziom, który by mnie przerastał. Tak samo zresztą jest dzisiaj. Ale ja nie byłem szkolony. Zawsze bazowałem na fizyczności i cechach charakteru, ale z profesjonalizmem nie miało to nic wspólnego. U nas przychodził pan z harcerstwa, rozstawiał sobie krzesełko i rzucał nam piłkę. Nie chciało mu się nawet ustawić bramek, więc graliśmy tak, że trzeba było postawić piłkę na linii. Tak wyglądało szkolenie. Ale my wtedy spędzaliśmy dziennie na boisku więcej godzin, niż dzisiaj piłkarz spędza przez cały tydzień.

Miałby pan szansę na wygranie w Polonii rywalizacji o miejsce w obronie z Michałem Żewłakowem?

Oni zaraz wyjechali do Belgii, więc byłaby szansa na granie. Każdy ma swoje 5 minut. Zawsze mówię zawodnikom: masz 5 minut, pociąg odjeżdża. Nie wsiadasz, to druga szansa może się już nie zdarzyć. Dziś to inaczej wygląda, jest więcej testów. To, co się dzieje w pierwszej lidze, to obłęd. Po stu zawodników na okres przygotowawczy to norma. Chłopak ode mnie, Patryk Koziara, pojechał do Rozwoju Katowice, a tam były trzy mecze jednego dnia. Trener to nie jarzy z kim oni grali i kto w ogóle grał. Trzy mecze, jeden po drugim, a jest 50 stopni. Wyobrażacie sobie? Po jednym meczu jesteś już ugotowany. Partyzantka. I dalej tak to działa w Polsce.

Trenerskie 5 minut, jak rozumiemy, ma pan jeszcze przed sobą?

Miejmy nadzieję. Mnie trochę blokują papiery. A nawet bardzo, bo nie mam licencji na najwyższy poziom.

Może być pan menedżerem jak Robert Warzycha w Górniku.

On już ma papiery. To też jest uczciwość i równe podejście PZPN-u do trenerów. Mnie nie przyjęli na kurs, bo nie mam wyrobionych lat pracy na określonym poziomie, a takie są wymogi. Gość nie miał żadnych podstaw, a go przyjęli. Można? Można.

***

Młodzieży się wydaje, że samymi chęciami będą grali w lidze. On chce, on będzie grał. Mówię takiemu zawodnikowi:

– Co ty robisz poza treningiem?

On się na mnie patrzy.

– Powiedz mi, jaki masz trening indywidualny, jaką dietę?

Stoi i nie wie, o czym do niego mówię.

– I co, ty myślisz, że będziesz gdzieś grał? Takich jak ty są tysiące. To, że przyjdziesz na trening, to jest nic.

I oni chcą grać. Umiejętności nie mają, a jeszcze bez żadnej własnej pracy… Zaraz ich w trzeciej lidze nie będzie.

***

Piłkę trzeba kochać, to musi być pasja. Oni by chcieli na treningach grać, dziadka. Mówię: nie ma problemu. Macie do dyspozycji boisko, proszę przyjechać 2 godziny wcześniej, nikt was nie wygoni. Ktoś przyjeżdża? Nie.

Przyjeżdżacie do pracy, więc na treningach macie robić to, czego się od was wymaga. Czy masz biegać, robić pompki, strzelać – to masz to robić, bo to twoja praca. W Polsce się utarło, że zawodnikowi musi się podobać trening. Co to ma być? A pani w Biedronce się podoba praca na kasie? Pani ma wykonywać pracę, której się podjęła. Nie chodzi o to, żeby się podobało. Trening ma być skuteczny, a nie się podobać. Niektórzy trenerzy sami wpędzają się w kozi róg. Robią treningi, które się podobają zawodnikom, ale nie przynoszą efektów. Mnie w ogóle nie interesuje, ja nawet nie chcę o tym słyszeć, czy mój trening się komuś podoba, czy nie.

Jak piłkarze na treningach ciągle grają i strzelają, później nie wiedzą, co robić na boisku. Później wyjdzie taki i powie: – On nas niczego nie nauczył, nie wiemy nawet, jak się mamy poruszać! A jak wiedzą, jak się poruszać, ale przegrywają: – Brakuje nam czucia piłki, mamy za mało gierek! Zawsze jest jakieś wytłumaczenie.

U nas bieganie czy przygotowanie fizyczne to w ogóle chore podejście. Że zawodnik jest nieprzygotowany. No jak może być nieprzygotowany? To tak jak pani z Biedronki nie potrafiłaby obsługiwać kasy. Ona musi to umieć, a piłkarz zawsze musi być przygotowany. I to nie jest rola trenera. Jak powie publicznie, że jest nieprzygotowany, to znaczy, że to leń i nierób, który chce się tylko wymigać.

Sukcesy są tam, gdzie prezesi podchodzą do pewnych spraw inaczej. Nie trzeba daleko szukać. Dolcan Ząbki. Przyszedł Podoliński, cudem uratował przed spadkiem. Utrzymali się, kolejny sezon zaczęli słabo. Wtedy właściciel klubu, pan Doliński, wszedł do szatni: – Prędzej was wszystkich wyrzucę niż trenera. Jedno zdanie i jaki przekaz? Musimy wziąć się w garść, bo nas wypierdoli, a trener i tak zostanie. Tego wsparcia potrzebował Robert. I co się okazało? Wyciągnął Dolcan do miana czołowej drużyny pierwszej ligi. Dać popracować, zaufać i pokazać zawodnikom: to nie jest tak, że wy jesteście święte krowy. To samo mówiliśmy o Probierzu. Kto tam mu się przeciwstawi?

Rozmawiali EMIL KOPAŃSKI, TOMASZ OBRĘPALSKI i MATEUSZ SOKOŁOWSKI

Reklamy

3 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s