Jacek Kozaczyński: – Nigdy nie dbałem o to, żeby być lubianym

Przez siedem lat swoich rządów w Pogoni Siedlce osiągnął z tym klubem historyczne wyniki, wprowadzając go z IV do I ligi. Pomimo niezaprzeczalnego sukcesu, wśród kibiców ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Były już prezes Pogoni, Jacek Kozaczyński, w długiej rozmowie podsumowuje okres swojej pracy w klubie oraz ocenia działania obecnego zarządu.

W czerwcu, po pięciu latach pracy, zrezygnował Pan z pełnienia funkcji prezesa Pogoni Siedlce. Skąd ta decyzja?

Po pięciu latach bycia prezesem i siedmiu spędzonych w zarządzie, bo najpierw dwa lata pełniłem funkcję wiceprezesa. A dlaczego odszedłem? Trudne pytanie. Teraz okazało się, że dla dobra Pogoni… Wiadomo, nigdy nie byliśmy klubem bogatym, pieniędzy zawsze u nas brakowało, ale staraliśmy się zawsze to jakoś łatać. Warto zwrócić uwagę, że nawet trenerzy pracujący w Pogoni, to byli młodzi szkoleniowcy, dopiero na dorobku. Staraliśmy się wycisnąć z nich maksimum pasji i zaangażowania i uważam, że to nam się udawało. Pierwszym trenerem, który podjął pracę w Pogoni mając już ugruntowane na rynku nazwisko, jest obecny szkoleniowiec, Marcin Sasal, ale on został zatrudniony już po moim odejściu. W związku z brakiem dużych firm w Siedlcach, musieliśmy polegać głównie na finansowaniu z miasta. Z czasem tych pieniędzy było coraz mniej. Teraz, już po moim odejściu, do Pogoni trafiły ogromne środki finansowe ze spółek miejskich. Tak duże, że ja będąc prezesem, nawet nie mogłem o takich pieniądzach marzyć.

Dlaczego te środki pojawiły się dopiero po Pańskim odejściu?

Powiem szczerze – bycie posłem wcale nie pomaga w pełnieniu funkcji prezesa klubu takiego jak Pogoń. Poza tym wywodzę się z partii, która nie jest kochana przez kibiców, ale nie o to chodzi, żeby być kochanym. Po prostu tak wyszło, że moje odejście będzie dla klubu najlepszym rozwiązaniem. Pewnie jeszcze kolejny rok udałoby się to jakoś zacisnąć, poskładać. Ale ile lat można mówić chłopakom, że przez ten rok musimy jeszcze wytrzymać, mniej zarabiać? Oni słyszą to już od kilku lat. Sam używałem takiej argumentacji i przez to też na pewno w oczach niektórych osób stałem się mniej wiarygodny. Jednego jestem jednak pewien – nikt nie powie, że coś obiecałem i słowa nie dotrzymałem. Zawsze byłem szczery i bezpośredni. Kiedy piłkarze rozczarowywali swoja grą, to wpadałem do szatni i mówiłem, że za taką grę premii na pewno nie będzie. Jak komuś się nie chce grać, to nie ma problemu, w każdej chwili możemy się rozstać. Ale tych chętnych do odejścia nigdy jakoś nie było (śmiech).

kozaczynski

Jacek Kozaczyński (z prawej), fot. sportsiedlce.pl

Jak Pan oceni okres Pańskiej działalności w klubie?

Bez fałszywej skromności powiem, że były to chyba najlepsze lata w tej bliższej historii siedleckiego futbolu. Pamiętajmy, że na początku pierwsza drużyna miała w ogóle nie wystartować w rozgrywkach IV ligi z powodów finansowych. Udało się jednak wystartować i w pierwszym sezonie zrobić awans do III ligi. Później dwa sezony spędziliśmy w III lidze, wieńcząc drugi sezon kolejnym awansem. W drugiej lidze walczyliśmy trzy sezony i w końcu awansowaliśmy do I ligi. Żeby tego było mało, rezerwy z B-klasy w tym samym czasie osiągnęły poziom III ligi. Po promocji rezerw słyszeliśmy głosy, że jak to, rezerwy w III lidze? Przecież Legia ma drugi zespół na tym poziomie rozgrywkowym! Jakoś jednak zagraliśmy ten sezon w III lidze, nie było źle, bo byliśmy w środku tabeli. Nie ukrywam, że w drugiej drużynie grali też zawodnicy z pierwszego zespołu, ale taka była nasza filozofia. Nie łapiesz się w pierwszej drużynie, to graj w drugiej, bądź w rytmie. Cały czas uważam, że zwycięstwo w barażach o I ligę osiągnęliśmy dzięki temu, że wszyscy zawodnicy ciągle byli w grze. Co warte zauważenia, przez siedem lat mojej działalności w klubie, zarówno pierwsza jak i druga drużyna, co roku zajmowały wyższe miejsce, niż w roku poprzednim. Wciąż był progres. Zawsze powtarzałem, że siłą pierwszej drużyny są jej rezerwy. Robiłem wszystko, żeby druga drużyna mogła istnieć i grać. Cóż z tego, skoro pierwszą decyzją po moim odejściu, było wycofanie rezerw… Dlatego uważam, że dobrze w Pogoni to już było (śmiech).

Chwileczkę, przecież Pan też w pewnym momencie chciał wycofać drugą drużynę.

Zauważyłem pewną prawidłowość. Co roku byłem pytany przez władze miejskie o kondycję klubu. Zawsze odpowiadałem, że wszystko jest w porządku. I niezmiennie po każdej takiej odpowiedzi w następnym półroczu ucinano nam finansowanie. W pewnym momencie stwierdziłem, że muszę krzyczeć, że jest źle. Wtedy nic nam nie dawano, ale też nie ucinano. To była swego rodzaju gra.

W czym upatruje Pan przyczyny tego, że w mieście bez mała osiemdziesięciotysięcznym tak trudno jest znaleźć poważnego sponsora?

Cały czas staraliśmy się szukać partnerów. Mieliśmy sporo mniejszych sponsorów, jak AXAN, czy M3. Dzięki tej ilości, udawało nam się to jakoś spinać. Uważam, że zabrakło trochę zaangażowania władz miasta. Oczywiście angażowało się ono finansowo, natomiast brakowało większego zaangażowania w poszukiwanie partnerów dla klubu. Ale może teraz, jak mnie nie będzie, będzie łatwiej (śmiech).

Jakim prezesem jest Andrzej Materski?

Nie wiem, bo nie ma mnie teraz w klubie, ale jest bardzo dobrym… człowiekiem (śmiech).

Pan sobie zdaje sprawę, że wśród kibiców ma Pan albo wielkich zwolenników, albo ludzi krytykujących w zasadzie wszystkie Pańskie działania?

Nigdy nie dbałem o to, żeby być lubianym. Prezes nie jest od tego, żeby go lubić, ale od tego, by wyznaczać cele, motywować i zapewniać warunki mające w osiągnięciu tych celów pomóc. Nie dbałem również, żeby piłkarze mnie lubili. Pod koniec zeszłego sezonu, kiedy w szatni doszło do rozłamów, z premedytacją stanąłem przeciwko piłkarzom. Chciałem, by oni sami zjednoczyli się wokół wspólnego wroga. Najważniejszy był cel, czyli utrzymanie w I lidze.

Pan w pewnym momencie chyba przestał wierzyć w to utrzymanie?

Wewnętrznie cały czas wierzyłem, wiedziałem jednak, jakich mamy piłkarzy. Większość wcześniej grała w niższych ligach. Wyjątek stanowili Jarek Ratajczak, Daniel Dybiec i jeszcze kilku, którzy przyszli z I ligi, ale w poprzednich klubach i tak nie grali. Widziałem, że nie są w stanie unieść presji, która powstała wokół zespołu. Kolejny raz postanowiłem jednak iść pod prąd. Stąd moje wypowiedzi w mediach i prywatnych rozmowach, że szanse na utrzymanie są minimalne, że ci chłopcy powinni już grać głównie dla siebie, żeby mieć szansę na znalezienie lepszego klubu. Działanie to miało na celu zdjęcie z nich tego brzemienia. Może gdybyśmy mieli bardziej doświadczonych trenerów, którzy umieliby wziąć presję na siebie, nie musiałbym tego robić. Niestety, tego zabrakło.

A propos trenerów, jaką rolę w końcówce sezonu odegrał Piotr Szczechowicz?

To szkoleniowiec, któremu zawdzięczam utrzymanie w I lidze.

Miał aż tak duży wpływ na drużynę?

Bardzo duży. Dwa tygodnie przez barażami Bartek Tarachulski chciał rozpuścić zawodników na dwa tygodnie do domu. Szczechowicz na to nie pozwolił i uważam, że była to kluczowa decyzja. Gdyby się wtedy porozjeżdżali, już byśmy tego nie podnieśli. Zaraz rozpoczęliby negocjacje z innymi klubami, jeździli, szukali. Jestem przekonany, że przegralibyśmy te baraże. Chirri już nawet był w Hiszpanii, bo dostał pozwolenie od trenera. Po interwencji Szczechowicza musiał jednak wrócić.

Dodam jeszcze, że zasługą trenera Szczechowicza był w dużej mierze również awans do I ligi, chociaż… już nie był trenerem.

W jakim sensie?

W takim, że wcześniej świetnie przygotował zawodników fizycznie. A to był taki okres, że sporo zawodników zostało na następny sezon u nas.

Czyli awans nie jest zasługą trenera Daniela Purzyckiego?

Oczywiście, że jest. On to wszystko podtrzymał i doprowadził do końca. Trener Rafał Wójcik, który był u nas krótko, również dołożył swoją cegiełkę.

Czyim pomysłem było zatrudnienie hiszpańskiego trenera?

Moim. Często bywałem na meczach Escoli Varsovia. Fascynował mnie cały ten system szkolenia, chciałem to przenieść do Pogoni. Dlatego wydawało mi się, że zatrudnienie Carlosa będzie z korzyścią dla pierwszej drużyny, a w dłuższej perspektywie pomoże w rozwoju grup młodzieżowych. Nie ukrywam, że mamy duży problem z koordynacją szkolenia w klubie, a Carlos uchodzi za fachowca dużego formatu w tej dziedzinie. Z perspektywy czasu trzeba jednak jasno powiedzieć, że wynikami się nie obronił.

Trzeba przyznać, że cały argentyńsko-hiszpański zaciąg okazał się niewypałem.

Muszę otwarcie powiedzieć, że oprócz Antonio Calderona, ja tych piłkarzy nie widziałem. Polegałem na zdaniu trenera, który twierdził, że ich zna i potrzebuje. Trzeba przyznać, że Chirri CV miał solidne. Tu gdzieś jakaś reprezentacja, tu Deportivo B.

A jak to było z Nico Chietino? Naprawdę myślał, że idzie do ekstraklasy, do Pogoni Szczecin?

Bzdura. Dobrze wiedział, że przenosi się do I ligi, wiedział, jaki trener go chce, znali się wcześniej. Bez potrzeby było to nagłośnione przez media. Inna kwestia jest taka, że piłkarze, w wielu przypadkach, to nie są zbyt skomplikowane urządzenia (śmiech). W sparingach ten chłopak bardzo mi się podobał, grał naprawdę dobrze. Potem jednak przyszła liga i… nic. Niejednokrotnie zastanawiałem się, co się z nim stało, dlaczego gra tak słabo. Tutaj górę wzięła chyba dusza Latynosa. Za bardzo tęsknił za rodziną, do tego doszły jakieś tam problemy zdrowotne teścia. Szkoda. No, ale zagrał nam chłopak w eliminacjach do Ligi Mistrzów! Drugi w historii Pogoni (śmiech)!

Pierwszy był Artur Boruc?

A, jeszcze Boruc! No to Chietino jest trzeci, bo jeszcze był taki zawodnik, Wiktor Raskow. Grał u nas w III lidze, a potem wyjechał na Litwę, do FC Siauliai, i z Wisłą Kraków grali. Był w Siedlcach przez chwilę, ale też nie mógł sobie mentalnie poradzić. Bez dziewczyny przyjechał. Raz ona przyjechała do niego i naprawdę, bardzo fajna! Może za bardzo tęsknił i wyobrażał sobie, co ona tam robi bez niego (śmiech)?

Jakimi cechami powinien Pańskim zdaniem posiadać klasowy bramkarz?

O bramkarzach wolałbym nie mówić, bo sam trochę broniłem, mój syn broni, dlatego zawsze nawet w rozmowach z trenerami unikałem tego tematu.

Zdaje Pan sobie sprawę, że głównym zarzutem kibiców w stosunku do Pana zawsze było mocne promowanie syna?

I co ja mam teraz powiedzieć? Że to nieprawda i ludzie w to uwierzą? Nie uwierzą.

A czy dla samego Jacka, który jest młodym chłopakiem, cała ta sytuacja nie była dodatkową, niepotrzebną presją?

Uważam, że powinien odejść rok wcześniej, to by było dla niego zdecydowanie korzystniejsze. Pozostanie było dużym błędem. Bramkarz to taka pozycja, że żadnej pomyłki nie da się ukryć. Ja mam takie spojrzenie na futbol, że pierwszym obrońcą jest napastnik, a akcje ofensywne rozpoczyna bramkarz. Cała drużyna broni i cała atakuje. W pewnym momencie Jacek był jednak winiony za każdą straconą bramkę. Wielu ludzi zapomina, że to z nim w bramce awansowaliśmy do II ligi, a potem do I.

Ale I ligę obroniliście już z Andrzejem Witanem w bramce.

Nie jest powiedziane, że z Jackiem też byśmy nie obronili. A Witana sam załatwiałem, już w przerwie meczu ze Stomilem Olsztyn byłem z nim w zasadzie dogadany. Poza tym zobaczymy, czy Pogoń teraz utrzyma się z doświadczonym, ponad trzydziestoletnim bramkarzem.

Jak oceni Pan obecny skład Pogoni?

Byłem na dwóch meczach w Pruszkowie i zauważyłem jeden kłopot. Kłopot z mentalnością. Kiedy na boisku jest jeden chłopak stąd, Marcin Paczkowski, to wiadomo, że nikt za ten klub nie będzie umierał. Przez całe dwa mecze, ani razu nie interweniował masażysta. O czym to świadczy? O braku zaangażowania, ambicji. Ja zawsze mówiłem piłkarzom – macie się napieprzać, mają karetki wjeżdżać, krew się ma lać, łzy. Możemy przegrać, ale nie odpuścić. Po meczu jeden z głową obandażowaną, drugi w karetce, ale nikt nie odstawił nogi. A teraz co? Chodzi się jak na mecze siatkówki.

Cytując klasyka: to są pozoranty.

Jak się nie zostawia serca na boisku, to można być dobrym, ale w siatkonogę, bo od przeciwnika oddziela nas siatka.

Czy Pogoń będzie kolejnym klubem, z którym Mateusz Żytko spadnie z ligi?

Ale tych talizmanów jest więcej! A Konrad Wrzesiński? Liczymy?! Piaseczno, Polonia Warszawa, Motor Lublin i Widzew Łódź (śmiech). Dodatkowo Mariusz Rybicki i Adam Duda. Wystarczy?

Tak. Kolejną rzeczą, którą się Panu zarzuca, jest ścisła współpraca z jednym menedżerem.

Rozumiem, że chodzi o Kamila Burzca. Bądźmy poważni. W chwili obecnej prawie każdy zawodnik ma menedżera. Ja jestem z Siedlec, klub jest z Siedlec i Kamil Burzec jest z Siedlec. Chyba normalne jest to, że łatwiej się dogadać ze swoim człowiekiem, któremu dobro tego klubu też w jakimś stopniu leży na sercu, niż dzwonić i szukać po całej Polsce. Kamil nigdy nie wziął z klubu złotówki za żadnego zawodnika. Wiadomo, że jak któryś z jego zawodników się wybije, to będzie miał pieniądze, ale zatrudniamy ich bez prowizji. Lepiej chyba, żeby tak było, niż mam brać zawodnika od kogoś obcego i płacić za niego 10 tysięcy złotych? Każdy menedżer chce pieniądze za zawodników, a my menedżerom nie płacimy. Znam się też z Czarkiem Kucharskim, ale kogo on mi może dać? Grześka Tomasiewicza? To już wolę, żeby grali chłopcy stąd, wychowankowie. Słyszę, że pojawiają się też krytyczne głosy, że Czarek Demianiuk dogadał się z Burzcem, że kręcą się jakieś interesy. Obaj są z Siedlec, to z kim mają się dogadywać, jak nie ze sobą?

A odejście Czarka do Piasta, to był Pana zdaniem dobry ruch? W Siedlcach był motorem napędowym I-ligowego zespołu, w Gliwicach wylądował w rezerwach.

Jest w rezerwach, ale dziś. Kto wie, gdzie będzie jutro? Czarek bardzo chciał podjąć wyzwanie, więc nie można było utrudniać mu rozwoju. Teraz nie gra i z tego co wiem, trochę się z tego powodu grzeje, ale ja w niego wierzę. Zawsze w niego wierzyłem, nawet jak na jakiś czas skończył z graniem, to mówiłem mu, żeby uwierzył w siebie, tak jak ja w niego wierzę.

Może jakimś pomysłem jest wypożyczenie do Pogoni?

Z tego co wiem, był taki temat. Zaproponowano mu jednak takie pieniądze, jakie miał wcześniej w Pogoni. Tylko, że wcześniej Czarek był na dorobku, a teraz jest pełnoprawnym zawodnikiem, co udowodnił w zeszłym sezonie i po prostu nie może mieć trzy czy cztery razy mniej niż Krzysiek Bodziony czy Żytko. Takich jaj po prostu być nie może.

Kończąc wątek Pańskiej prezesury i zarzutów kibiców wobec Pana, dlaczego Pogoń musi grać swoje mecze domowe w Pruszkowie?

To, że sztuczne oświetlenie jest w I lidze wymagane, wiadomo było,  zanim awansowaliśmy. Miasto do końca liczyło, że się nie utrzymamy. Nie jest żadną tajemnicą, że miasto jest bardzo mocno zadłużone i im na rękę był nasz spadek, bo nie byłoby problemu z oświetleniem. Moim zdaniem logicznym rozwiązaniem byłoby przygotowanie dokumentacji, ogłoszenie przetargu i wstrzymanie się do czasu ostatecznych rozstrzygnięć w lidze. W momencie, gdy byśmy się nie utrzymali, należałoby unieważnić przetarg, a w sytuacji jaka miała miejsce po prostu podjąć dalsze działania. Nie zrobiono jednak nic w tym kierunku, ponieważ miasto wszędzie szuka oszczędności.

Dlaczego po utrzymaniu z klubu odeszło aż tak dużo zawodników?

Za długo to wszystko trwało, zabrakło decyzyjności. Pomimo tego, że już nie działam w klubie, cały czas utrzymuję kontakt z wieloma zawodnikami i tak mi tę sprawę przedstawiali. Niektórzy byli już dogadani. Donald Djousse był już pewny podpisania nowej umowy, dopóki nie dowiedział się kto będzie trenerem (śmiech). Również Tomek Lewandowski był zainteresowany pozostaniem w Siedlcach. Wszystko spaliło na panewce przez opieszałość działaczy. Gdy jeszcze działałem w klubie, bardzo często spotykałem się z zawodnikami w Warszawie, gdzieś w kawiarni. Jak doszliśmy do porozumienia, to dzwoniłem do klubu, wysyłałem zdjęcie dowodu, Łukasz Firus przygotowywał umowę i zaraz ją podpisywaliśmy. Z zawodnikami jest jak z łowieniem ryb. Najpierw się nęci, później się rzuca wędkę z haczykiem i robakiem, a gdy ona już weźmie, to trzeba zacinać, a nie czekać aż obgryzie robaka i odpłynie (śmiech).

Rozmawiał TOMASZ OBRĘPALSKI

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s