Maciej Wyszogrodzki: – Rywale bali się, że sufit spieprzy im się na głowę

Poważnie interesowały się nim między innymi Legia Warszawa i Lech Poznań, a kontrakt z Wisłą Kraków był już gotowy do podpisania. Dzisiaj, zamiast przeprowadzać dynamiczne akcje prawym skrzydłem, które były jego znakiem rozpoznawczym, jeździ na akcje… wozem strażackim. Były piłkarz Pelikana Łowicz i Wisły Płock, Maciej Wyszogrodzki, opowiada m.in. o telefonie od Stefana Majewskiego, na który czeka do dzisiaj, zainteresowaniu Legii, które uznał za żart, czy… rzekomym spisku przeciwko Pelikanowi, który rywale uknuli w trosce o własne zdrowie.

Od zawsze chcieliśmy kogoś o to zapytać. Pelikan mecze domowe rozgrywa zawsze w niedzielę o 11:15. Zdarzyło się kiedyś, że ktoś przyszedł na zbiórkę – nazwijmy to – wczorajszy?

Nie było takiej opcji. Każdy ma szacunek wobec siebie i innych zawodników.

Czyli balet dopiero w niedzielę wieczorem?

Tak się akurat złożyło. Balet w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek po wygranym meczu trener zawsze dawał wolne. Ale jak mecz był słaby – rozruch z rana musiał być!

***

Od dawna pracujesz w straży pożarnej?

Od miesiąca. Wcześniej przez pięć miesięcy uczyłem się w szkółce w Bydgoszczy. Na razie ciężko z klubem, ale na pewno będę jeszcze grał. Mam propozycje z Mszczonowianki Mszczonów, Pogoni Grodzisk Mazowiecki, Widoku i Unii Skierniewice. Przez dwa dni trenowałem w Widzewie, ale niestety odmówiłem, bo nie satysfakcjonowały mnie warunki, które zaproponował prezes Syguła.

– W Widzewie gra się dla nazwy – powiedzieli.

– Dla nazwy to ja mogłem grać kilkanaście lat temu.

Wiadomo, że to ostatni polski klub grający w Lidze Mistrzów, ale dojeżdżając na treningi z Łowicza do Łodzi nie starczyłoby mi nawet na paliwo…

Skąd pomysł na zostanie strażakiem? Dziecięce marzenie?

Od dawna moim zamiłowaniem była Ochotnicza Straż Pożarna. U siebie, w Dzierzgowie pod Łowiczem, należałem do niej przez sześć lat. Wciągnęli mnie w to koledzy. Lubię adrenalinę, lubię, kiedy coś się dzieje. Jeździłem do różnych zdarzeń, widziałem już wiele. W OSP mieliśmy od trzydziestu do czterdziestu wyjazdów rocznie. Z państwową strażą nie ma sensu tego porównywać, bo tutaj jeździ się non stop. Rocznie wyjazdów jest około dwóch tysięcy. Ostatni, dzisiaj – zapaliły się kwiaty na pomniku na cmentarzu. Szybka akcja, bez ofiar. (śmiech) Ale przypadki są różne. Od poważnych wypadków, po pożary…

Była jakaś akcja, która najmocniej zapadła w pamięć?

Jeszcze w OSP. Wypadek ciężarówki, dwie osoby poszkodowane, jedna śmiertelnie. Półtorej godziny wycinaliśmy gościa z samochodu. Na początku jeszcze żył, ale był tak zakleszczony, że nie dało rady. Nie dało rady…

Jak zamierzasz łączyć służbę z grą w piłkę?

W Błękitnych Stargard Szczeciński mamy strażaka grającego w drugiej lidze (Tomasz Pustelnik – przyp. aut.). Chłopaki dają radę. W trzeciej lidze, do kogo bym nie pojechał na rozmowy, wszyscy to akceptują. Odmówił mi tylko, o dziwo, trener Bogdan Jóźwiak z Pelikana. Powiedział, że muszę być na każdym treningu. Trzecia liga.

Ile czasu spędzasz w jednostce?

W miesiącu przypada mi około dziesięciu służb, zależy jak wyjdzie w grafiku. Służba trwa dwadzieścia cztery godziny, od ósmej rano do ósmej rano.

Maciej Wyszogrodzki

***

Możesz powiedzieć, że karierę spieprzyła ci kontuzja?

Po dobrym sezonie w barwach Pelikana trafiłem do Wisły Kraków. To było w czasach, kiedy Błaszczykowski odszedł do Borussii i na pozycji skrzydłowego zrobiło się wolne miejsce. Na testach było czterdziestu chłopaków, zostało dwóch: ja i Mateusz Kowalski. Graliśmy sparing ze Stalą Rzeszów, remis jeden do jednego, udało mi się strzelić gola. Pięć minut do końca meczu, zostałem uderzony w kolano, pękła chrząstka. Pięć tygodni odpoczynku. Jako, że byłem młody i aż za bardzo ambitny, to po dwóch tygodniach już mnie nie bolało, a po trzech zacząłem trenować. Pierwszy trening – dobrze, drugi – dobrze. Na trzecim wyskoczyłem do główki – sam, bez przeciwnika – i lądując poczułem, że coś mi strzeliło. Zamiast pięciu tygodni pauzowałem pół roku. Wisła poszła w dal, miłe chwile minęły. A kontrakt, z tego co wiem, był już przyszykowany i po tych pięciu tygodniach miałem dostać go do podpisania…

W pierwszej lidze byłeś wtedy jednym z najzdolniejszych.

Zgłosiła się po mnie również Jagiellonia Białystok. Byłem nawet na obozie. Michał Probierz powiedział mi wprost: jeśli wypali im transfer Roberta Szczota, będę miał ciężko z grą. W zasadzie zostanie mi tylko Młoda Ekstraklasa. Za to mam do niego szacunek, że bez ściemniania powiedział, jaka jest sytuacja. Zrezygnowałem, bo nie chciałem grać w Młodej Ekstraklasie. Można powiedzieć, że przegrałem z samym nazwiskiem Szczota, bo nie dano mi nawet możliwości rywalizowania z nim. A szkoda, bo chętnie bym się sprawdził.

Oglądał cię Lech Poznań…

Na jednym z meczów był trener Smuda, ale stwierdził, że…

…że źle wbiegasz po schodach?

Że muszę nabrać jeszcze masy. Ale ja całe życie byłem szybkościowcem. W Płocku, gdy grałem w Wiśle, zorganizowali nawet bieg z nagrodami na sto i trzysta metrów. Nikt nie miał ze mną szans.

A jak było z Legią?

Przed Legią trafiły się jeszcze propozycje z Ruchu i Cracovii. Też byłem na testach, moim zdaniem wypadłem dobrze. W Ruchu trenerem był Dusan Radolsky, w Cracovii – Stefan Majewski. Może źle wyszły mu statystyki w laptopie, bo powiedział mi, że mam czekać na telefon. I czekam do dzisiaj. A numeru nie zmieniałem z dziesięć lat! Później pojawiła się propozycja z Legii, którą byłem mocno zaskoczony. To był sierpień 2007 roku. Zadzwonił do mnie mój przyjaciel, Maciek Rybus.

– Ty, Marek Jóźwiak chce numer telefonu do ciebie.

– Mów poważnie, co chcesz, nie rób sobie jaj.

– No, Jóźwiak chce numer!

– Jak się namyślisz, że masz do mnie coś poważnego, to zadzwoń za godzinę.

I się rozłączyłem. A on zadzwonił znowu i okazało się, że sprawa naprawdę jest poważna. Na najbliższym meczu Pelikana dowiedziałem się, że obserwowali mnie już od kilku spotkań. Pojechałem do Warszawy, sprawnościówka wypadła fajnie, ale okazało się, że był jeden błąd. Podpisałem umowę menedżerską z Markiem Citką, czym prezesi Legii mocno się zdziwili. Nie wnikam, co między nimi było, ale stwierdzili: – My z tym menedżerem nie współpracujemy. I tak się skończyła moja przygoda na Legii. Na sam koniec zgłosiła się Wisła Płock, gdzie pojechałem już w ciemno.

Wchodzę pierwszy raz do szatni, a chłopaki pokazują mi wolne miejsce. Dobrze się trafiło, że na szafkach były napisane nazwiska. Patrzę: Wiśniewski Jacek. I mówię: to ja może podziękuję, znajdę sobie jakieś inne miejsce. (śmiech) Gość zawsze mówił, że jak był w naszym wieku, jak miał dwadzieścia lat, to stał na bramce w dyskotece do piątej rano, a o dziesiątej grał mecz.

Jednym z naszych trenerów był wtedy Piotr Szczechowicz. Po treningach rozjeżdżaliśmy się do domów, a on za godzinę dzwonił do zawodników i mówił: – Fajny trening zrobiłem, nie? Fajny? Trzeba było przytakiwać. Nie powiedziałeś przecież: nie, słaby trening. Ale byli też tacy, co zaprzeczali, na przykład Łukasz Grzeszczyk, który trenerowi non stop dogryzał. Pamiętam sytuację, że Łukasz nie mógł wyjechać z parkingu, bo auto szkoleniowca zastawiło drogę. Nie przejął się, że Szczechowicz rozmawiał w tym momencie z wiceprezesem. Myk, myk, okno w dół i już krzyczał: – Szczechu, wypierdalaj z tym samochodem! Trener się nieco oburzył, ale szybko mu przeszło.

Wymieniliśmy już sześć ekstraklasowych klubów, z którymi byłeś łączony. A koniec końców bilans twojej kariery to niespełna 50 meczów na jej zapleczu. Żałujesz?

Im człowiek starszy, tym głowa pracuje inaczej. Czasu się nie cofnie, widocznie tak miało być. Tak trzeba sobie tłumaczyć. Gdybym wtedy myślał tak jak dziś, inaczej bym sobie poradził. To działo się za szybko. Tu dzwonią, tam dzwonią, tam jedziesz, tu się nie dostajesz, nie wiesz dlaczego. Nie było kogoś, kto by doradził, podpowiedział.

***

Wspomniałeś o Maćku Rybusie. On skrzydłowy, ty skrzydłowy. Przyjaźnicie się od dzieciństwa. Była między wami duża różnica?

Rozmawiałem z nim kiedyś na ten temat. Sam mi kiedyś powiedział, że miał bardzo dużo szczęścia. Mam gdzieś artykuł, że Legia obserwuje Wyszogrodzkiego. Jest wstawka, że byłoby ciekawie, gdyby na skrzydłach zagrał duet z Łowicza. On lewa noga, ja prawa. Wyobrażałem sobie, że zagramy razem, ale marzenia prysły. Obrałem w życiu inny cel, ale cały czas sobie powtarzam: tak musiało być. Od kilku dni jestem szczęśliwym małżonkiem, mam stałą pracę, biorę udział w zawodach piłkarskich. Ostatnio w turnieju ograliśmy wszystkie możliwe służby mundurowe, zajęliśmy pierwsze miejsce.

Ile w tym twojego wkładu?

Trochę było. (śmiech)

Z Maćkiem w Legii nie zagrałeś, ale gdzieś w niższych ligach, na koniec kariery, wszystko jest jeszcze możliwe.

Jasne! Można byłoby uruchomić dwa skrzydła. Pelikan miałby trochę pożytku.

Najlepszy piłkarz, z którym miałeś okazję zagrać, to…

Adrian Mierzejewski. Na początku zaskoczył mnie jego transfer do Arabii Saudyjskiej, ale wynagrodzenie zrobiło swoje. Nie będę mówił o kwotach, ale ma tam ze trzy czy cztery razy więcej, niż w Turcji. A tam też miał niewąsko. Grałem z nim w Wiśle Płock. Meczowy gościu. Do treningów taki leserek, czasami nie chciało mu się zrobić dziesięciu pompek. Pamiętam, że przejął wtedy opaskę kapitana, ale jak okazało się, że negocjuje z Polonią Warszawa, przesunęli go do drugiej drużyny. Ale zasłużył sobie na ten transfer.

***

Kiedy awansowaliście z Pelikanem do pierwszej ligi nie czuliście, że inne zespoły traktują was bardziej jako ciekawostkę, aniżeli równorzędnego rywala?

Wiadomo, że trzy czwarte drużyn nas lekceważyło. Na mecze wychodziliśmy z nastawieniem: oni muszą, my możemy. Ze Śląskiem, Arką czy Lechią, czyli markami, które dzisiaj grają w Ekstraklasie, udało nam się zremisować. Kiedyś policzyli nam średnią wieku pierwszej jedenastki i wyszły… trzydzieści dwa lata. Mieliśmy w drużynie Maćka Terleckiego, Zbigniewa Czerbniaka, Bogdana Jóźwiaka, Roberta Kowalczyka czy Roberta Wilka. Graliśmy dla siebie i dla naszych kibiców, których mała garstka jeździła za nami po całej Polsce. Zawsze ktoś był. I nasz kierownik, Andrzej Miziołek. Emerytowany strażak, po dwóch zawałach. Piętnaście lat temu, po drugim zawale, lekarz dał mu zakaz przebywania na ławce rezerwowych. A on swoje. Jeździł, denerwował się. Prawdziwa legenda. Wtedy, na sam koniec, do utrzymania zabrakło nam dwóch punktów.

Później, już w drugiej lidze, grał u nas Patryk Pomianowski. Był na testach w Cracovii, które mu załatwiłem. Innym razem graliśmy w Gutowie sparing z Termaliką. Co on zaczął wyprawiać na boisku! Wtedy chcieli w ciemno zawijać go stamtąd do autokaru i brać ze sobą do Niecieczy. Jeździł między nimi jak między tyczkami. Ale miał problem, bo nie mógł przestać… grać w gry komputerowe. Kiedyś jechaliśmy na obóz, a on nie przyszedł na zbiórkę, bo powiedział, że bez komputera nie jedzie. Dopiero następnego dnia dowieźli go samochodem.

Nasz budynek klubowy miał stać rok, a stoi już ze dwadzieścia lat. Kolega śmiał się kiedyś, że był spisek, żeby spuścić Pelikana z drugiej ligi. Pytam się: dlaczego? Bo wszystkie drużyny, które przyjeżdżały do Łowicza, bały się, żeby im się sufit na łeb nie spieprzył (śmiech).

***

Rozmawiamy już prawie godzinę. Spokój, zero alarmów. Często masz tyle luzu?

Dzisiaj mam trochę inną funkcję. Chłopaki wyjechali o trzynastej, a wrócili w trakcie naszej rozmowy (rozmawialiśmy późnym wieczorem – przyp. aut.). Jak były burzowe dni zdarzało się, że wyjeżdżali o ósmej, wracali o dziewiętnastej, ledwo zdążyli zjeść i znów wyjazd. Powrót o czwartej rano.

Sprawdzacie na bieżąco prognozę pogody?

Sprawdzamy, wszyscy są w gotowości. Śpimy na jedno oko, bo może być różnie.

Na dzisiaj zapowiadali burzę?

Mi się wydaje, że nic nie będzie. Ostatnie dwa tygodnie mocno dały się we znaki. Susza, pożar za pożarem. Jeden papieros wystarczy, żeby załatwić cały las. Trzeba pomagać ludziom, bo nigdy nie wiadomo, co nas w życiu spotka. Może my też będziemy potrzebowali podobnej pomocy. Po to jesteśmy, żeby ratować życie człowieka i jego mienie. Lubię to, co robię.

ROZMAWIALI EMIL KOPAŃSKI, TOMASZ OBRĘPALSKI i MATEUSZ SOKOŁOWSKI

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s