Maciej Buchwald: – Irytuje mnie, gdy każą mi się wynosić z „Żylety”

Maciej Buchwald zawodowo zajmuje się zabawianiem ludzi. Stand-up, teatr improwizowany – to jego chleb powszedni. Specjalnie dla nas kompletnie zakęcony na punkcie piłki nożnej komik i  reżyser (obecnie przygotowuje film dyplomowy w łódzkiej filmówce) zdejmuje jednak maskę i szczerze opowiada, co boli go we współczesnym futbolu, dlaczego jednocześnie kocha i nienawidzi Dariusza Szpakowskiego oraz o tym, jak wymyślił alternatywny świat piłki…

Czym jest teraz piłka nożna? Czy to jeszcze sport?

To bardzo trudne zagadnienie. Komercjalizacja futbolu wywołuje mnóstwo reakcji, choćby ruch Against Modern Football. Z jednej strony ma szlachetne założenia, żeby nawiązywać do tradycji piłki nożnej, sprzeciwia się tworzeniu z niej biznesu, ale z drugiej jest anarchistyczna i chuligańska. Ja osobiście zawsze miałem nieco schizofreniczne podejście to piłki, to jest najbardziej zajebista rzecz, najważniejsza z rzeczy mniej ważnych, ale jednocześnie jak patrzę na zarobki piłkarzy, łapię się za głowę. Policzyłem, że aby zarobić tyle, ile Zinedine Zidane w miesiąc, moi rodzice musieliby pracować 40 lat. Pojawia się wtedy uczucie, że coś jest nie tak i to od dawna. W przypadku wielkich gwiazd to zrozumiałe, bo to prawo rynku – im więcej wygenerujesz zysku, tym więcej przypadnie dla ciebie. Co innego w Polsce, gdzie przeciętny piłkarz zarabia więcej niż prezydent kraju… Lekka przesada.

W jakim kierunku zmierza futbol?

Chyba w złym. Gdy prezydentem UEFA zostawał Michel Platini, wydawało się, że będzie chciał dać szansę mniejszym drużynom, że czeka nas powrót do ideałów, na przykład żeby w Lidze Mistrzów grali tylko mistrzowie krajów. Niestety, piłka nożna ma służyć jedynie robieniu kasy, do tego FIFA czy UEFA stoją ponad prawem państwowym. W Polsce na stadionach nie można spożywać alkoholu, ale w czasie EURO 2012 nie było z tym problemu. Przyjeżdża sekretarz generalny i mówi, że tak ma być, bo sponsor tego wymaga. Na poziomie mojego rozumienia biznesu ja to przyjmuję do wiadomości, ale z drugiej strony… Gdy czytam wypowiedzi byłych piłkarzy, czym były dla nich derby, jak ważne było przywiązanie do barw klubowych, to bardzo żal, że komercja sięgnęła tak daleko. Nie potrafię do końca odpowiedzieć na to pytanie, choć wiem, dlaczego je zadajesz i co się za nim kryje. To nie jest takie proste. Jako fan piłki nożnej staram się zawsze emocjonować samą grą i nieco wyłączam myślenie, choć jest to wątpliwe moralnie. Przed mistrzostwami świata w Brazylii było mnóstwo protestów społecznych, ale… dobra tam, w końcu to jest mundial, czekałem cztery lata i chcę się tym cieszyć. Lekko konformistyczne myślenie, lecz tak najczęściej jest.

Pieniądze są lekarstwem na wszystko.

Zgadza się, ale najbardziej przeszkadza mi klimat równych i równiejszych. Wspomnieć można choćby sytuację Legii i jej walkowera w meczu z Celtikiem. Chora sytuacja, chłop odcierpiał przecież te trzy mecze kary, a przez jakiś kruczek prawny wszystko się posypało. W międzyczasie Barcelona, Real czy PSG mają milionowe długi, łamią wszelkie zasady transferowe, finansowego fair play, a jakoś każdy ma to w dupie i wszystkie te drużyny grają dalej w najlepsze. Forsa może zdziałać wszystko.

Różnice między nami i Zachodem są też chyba widoczne w mentalności, podejściu kibiców. Zgodzisz się z tym?

Jak najbardziej. Jestem zafascynowany angielskim stylem podejścia do futbolu. Tam nawet na meczu West Bromwich Albion z Sunderlandem jest niemal pełny stadion, kibice są z zespołem na dobre i na złe. A u nas? Gra Śląsk Wrocław, mający piękny, nowoczesny stadion, a na trybunach siedzi 5000 osób. Wygląda to żenująco. Na Zachodzie fani są z drużyną na dobre i złe, a u nas co? Biorą piłkarzy na dywanik. Obrażają ich, poniżają, a czasem nawet, jak swego czasu w Lubinie, przekraczają wszelkie granice i po prostu tłuką. Zawodnicy to są ludzie, którzy po prostu w ten sposób zarabiają. Pracują lepiej lub gorzej i można na nich gwizdać czy buczeć, ale kibic nie jest szefem klubu i nie jest od wymierzania sprawiedliwości. Owszem, jest niezwykle ważną częścią klubu, ale powinna być zachowana granica.

Z tego, co wiem, jesteś zdeklarowanym przeciwnikiem jakiegokolwiek manifestowania na stadionie kwestii pozasportowych.

Oczywiście. Jestem czynnym kibicem, regularnie bywam na stadionie, dopinguję swój zespół z całych sił, ale gdy tylko pojawiają się piosenki, które nie mają nic wspólnego z futbolem – nie śpiewam ich. Nie przychodzę na stadion, żeby wyrażać swoje poglądy polityczne albo pozdrawiać nieznanych mi ludzi w więzieniu. Nie pozwolę sobie przy tym wmówić, że czyni mnie to mniej wartościowym kibicem. Urodziłem się w Warszawie, mam mapę tego miasta wytatuowaną na ręce, jestem silnie związany z tym miastem i Legią, ale pewnych zasad nie łamię. Rozumiem warszawski klimat, trudne losy, które spotykają ludzi, sam mam znajomych z różną przeszłością, ale to nie znaczy, że jako kibic muszę wykonywać czyjeś polecenia, które są sprzeczne z moją etyką i poglądami. Przykładowo, nie uważam, że należy „jebać policję”, bo to potrzebna instytucja, choć też działa czasami w głupi sposób i miałem z nią niezbyt przyjemne przejścia. Nie oznacza to jednak, że trzeba ją usunąć z mapy świata, a wielbić złodziei.

Chodzisz na „Żyletę”?

Tak, choć coraz rzadziej. Irytują mnie sytuacje, gdy ktoś drze na mnie mordę, że mam się wynosić z „Żylety”, bo nie śpiewam czegoś, czego nie chcę. Dlatego często wybieram narożnik na trybunie wschodniej. Kibicowanie tej samej drużynie powinno jednoczyć i często tak się dzieje, że padasz w ramiona gościa, który normalnie mógłby ci co najwyżej połamać szczękę. To jest fajne, ale często bywa inaczej – brakuje tolerancji.

Piłka nożna jest bardzo ważnym elementem Twojego życia. Pojawia się nawet w stand-upie, który raczej unika tego tematu. Jesteś praktycznie jedyny. W ten sposób chcesz promować futbol, czy po prostu przychodzi to naturalnie?

Muszę powiedzieć to wprost – jestem piłkarskim nerdem. Wiesz, scena kabaretowa może poruszać temat piłki, ale na takiej samej zasadzie jak polityki czy kina – jest słabe, więc się z niego śmiejemy. W moim przypadku jest inaczej, bo to część mnie. Mam do niej stosunek miłosno-nienawistny. Dlatego nie mogę słuchać Dariusza Szpakowskiego, który myli nazwiska i czasami mówi jakieś bzdury, a z drugiej strony wszystkie moje najlepsze wspomnienia związane z futbolem łączą się z jego głosem. Gdy przez pewien czas nie komentował, było mi smutno, bo od innych komentatorów wolałem jego, nawet gadającego bzdurne formułki.

Ta pasja siedzi chyba w Tobie od urodzenia.

Byłem dziwnym dzieckiem. Bardzo dużo czasu spędzałem sam i doszło do tego, że stworzyłem wirtualne rozgrywki. Do tej pory mam w domu kilkanaście zeszytów. Wymyślałem nazwy drużyn, logo, koszulki, tworzyłem kadrę. Później nastawiałem stoper na dwie minuty i na sprężynowych piłkarzykach sam ze sobą rozgrywałem mecze. Jeśli ktoś myśli, że to taka zwykła zabawa, jest w błędzie – to miało bardzo rozbudowaną formę! Miałem I i II ligę polską, ligi angielską, francuską, hiszpańską… W dużych ligach miałem po 14 zespołów, a w małych, jak macedońska czy albańska wystarczyły 4. Po zakończeniu sezonów grałem europejskie puchary, potem doszły mistrzostwa Europy i świata, gdzie powoływałem tych wymyślonych zawodników… Gdy pojawiły się komputery, przeniosłem moje rozgrywki w świat FIFY. Wiem, to dość autystyczne. Teraz już nie tworzę rozgrywek, ale nie dlatego, że mi się to znudziło, tylko uznałem, że jestem na to za stary (śmiech). Uwielbiałem to robić, choć zdaję sobie sprawę z tego, jakie to dziwne. Nie znam drugiej osoby, która stworzyłaby cały alternatywny świat piłkarski z drużynami w stylu Olimpia Lizbona czy Racing Barcelona. Zacząłem, gdy miałem 10 lat i nazwy klubów obnażają moją niewiedzę geograficzną – miałem na przykład Mazury Opole czy Portowców Bydgoszcz. Mało tego, byłem dziennikarzem – robiłem wywiady z nieistniejącymi piłkarzami, wybierałem gracza kolejki… Gdy teraz mówię o tym głośno, to chyba wychodzi na to, że byłem niezłym psycholem, ale wspominam to bardzo dobrze. To jest prawdziwy, choć wymyślony futbol. Takie kuriozum.

Rozmawiał EMIL KOPAŃSKI

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s